gif: SyFowe forum, podejrzewam tumblr
[gif ilustrujący sposób w jaki myśli Violet, dokładniej;
Nataniel - Abigail
Nataniel - Abigail
Kastiel - Violet
Kentin lub Lys - osoba, którą Violet, traktuje jako
przyszłego najlepszego przyjaciela
przyszłego najlepszego przyjaciela
Cześć i czołem wszystkim, którym ten blog do gustu przypadł!
Oto przed wami kolejny rozdział tego opka pełnego dramatycznych zwrotów akcji, nieoczekiwanych miłości.... Nie. Koniec tych bzdur. Zapraszam po prostu na kolejny rozdział Latających Limuzyn (autokorekta podpowiada sprzętów... Hm... Ciekawe...) nie przedłużając...
Ekipa Latających Limuzyn zaprasza do czytania :)
Czcionka się zepsuła na początku, sorry ;( Może jak mi się będzie chciało, przepiszę od nowa...
♢ Kumple moich wrogów to moi przyszli najlepsi przyjaciele ♢
Oto przed wami kolejny rozdział tego opka pełnego dramatycznych zwrotów akcji, nieoczekiwanych miłości.... Nie. Koniec tych bzdur. Zapraszam po prostu na kolejny rozdział Latających Limuzyn (autokorekta podpowiada sprzętów... Hm... Ciekawe...) nie przedłużając...
Ekipa Latających Limuzyn zaprasza do czytania :)
Czcionka się zepsuła na początku, sorry ;( Może jak mi się będzie chciało, przepiszę od nowa...
♢ Kumple moich wrogów to moi przyszli najlepsi przyjaciele ♢
Ty!!! - krzyknęła Violet wchodząc do pokoju, wskazała palcem na współlokatorkę.
- No ja - odpowiedziała bez entuzjazmu, trochę urażona. Po nie odzywaniu się do siebie przez przeszło dwa dni, nagle jej się odwidziało i jedyne, co potrafiła powiedzieć to druga osoba liczby pojedynczej.
- Co robiłaś z Jamesem?! - wydyszała.
- Kopałam wykopaliska, a ty nie? - odpowiedziała zdawkowo.
Violet przewróciła oczami. Taa, kopała, choć wolała sobie o tym nie przypominać. Z dziwnego powodu wylądowała w parze z Kevinem. Praca z nim powinna być nagradzana wygraną w totka. Ciągle pamiętała jak narzekał na jej sposób odgarniania kurzu. Był przesadnym perfekcjonistą. Gdy Violet pod wpływem impulsu wyznała mu, że nie miała pojęcia, że Centrum Palentir zajmuje się wykopaliskami i wychowuje przyszłych archeologów, wyśmiał ją w twarz. Teraz miał powód, do żartów o niej. Świetnie.
- Ale dlaczego cię wybrał? - ciągnęła dalej. Przecież wybiera tylko tych wyjątkowych. Przeszło się przez głowę. Nie chciało jej się myśleć, że Abigail mogła należeć do tego grona.
- Sama się go zapytaj....
Violet warknęła pod nosem. Chciała powiedzieć jakiś uszczypliwy komentarz w stronę współlokatorki, jednak (z trudem) powstrzymała się. Tworzenie wrogów nie pomoże w jej obecnej sytuacji. Zwłaszcza z Abigail.
Abigail słysząc, że jej współlokatorka w końcu się zamknęła, wyjęła pendrivea z laptopa, na którym pisała ową gazetkę i wyłączyła laptopa. Następnie, czując, że Violet odprowadza ją wzrokiem, wkurwionym wzrokiem, wyszła z pokoju. Skierowała się do biura Pana Thiela, by pokazać mu gazetkę i zdobyć pozwolenie na wydrukowanie. Chciała też, by nadał jej gazetce niezależność, czyli żeby mogła publikować ten "magazyn" bez konsultacji z nim. Rozmyślając nad tym, jakie korzyści jej to przyniesie doszła do drzwi od biura Thiela. Zapukała i po chwili usłyszała ciche Proszę. Weszła więc do środka.
- Ach, Abigail, masz to wydanie gazetki?
- Tak, jest w tym pendrive. Nie wydrukowałam jej, ponieważ nie mam drukarki, a także szkoda na razie marnować papieru.
- Racja, w końcu nie powinno się ścinać tylu drzew - powiedział spoglądając na stos kartek papieru - No, pokarz, co tam napisałaś.
Pan Thiel odpalił swój komputer i po chwili zaczął czytać treść pendrivea. Chwilę później klasnął w dłonie.
- Pięknie, postarałaś się.
- Dziękuje, a chciałam się jeszcze Pana spytać, czy mogłabym uzyskać niezależność do mojej gazetki.
Thiel ściągnął brwi.
- Niezależność? - spytał.
-Nooo..że mogłabym nie konsultować z panem treści materiału do mojej gazetki. No wie Pan, taka gazetka tylko i wyłącznie dla uczniów.
-Ach, no w sumie, ja bym dodał do tego więcej etykiety, a ty sama wiesz lepiej, co jest lepsze dla młodzieży. Dobrze zgadzam się.
Uśmiech rozjaśnił twarz Abigail.
- Dziękuje Panu, naprawdę!!
- Dobrze, już dobrze, a teraz idź, mam dużo pracy.
- Do widzenia - powiedziała i wyszła, No dobrze pomyślała czas pozbierać trochę materiału. Miała dzisiaj szczęście, ponieważ niemal natychmiast natknęła się na Lou (tak miała na imię?), która ewidentnie się gdzieś spieszyła. Abi, która już miała w tym wprawę, skryta w cieniu, szła za nią. Śledzona osoba wyszła przez bramę, strażnicy nawet na nią nie zwrócili uwagi. Zrobiła kilka fotek, gdy przechodziła obok nich. Wiedziała doskonale, że jej wyście nie pójdzie tak łatwo. Spojrzała na ogrodzenie. Wysokie, ale da rade. Zwinnie, niczym kot, przeszła za owy płot i popędziła za Lou, ale tak, by ta jej nie zauważyła. Okazało się, że ta wsiadła do autobusu i usiadła na przodzie. Abi odetchnęła z ulgą. Martwiła się, że nie będzie miała jak dalej jej śledzić. Usiadła na tyłach autobusu i , oczywiście, obserwowała ją. Gdy ta wysiadała, Abigail dosłownie wyskoczyła z pojazdu i ukryła się za krzakami. Nie była widoczna, ale widziała wszystko doskonale. Po cichu podążała za hinduską, mając nadzieje, że ta nie wejdzie do żadnego budynku. Ale nie wyglądało na to. Według oceny Abi, zmierzała do parku. Nie myliła się. Lou po chwili weszła do pełnego kwiatów miejsca. Heart oczywiście podążyła za nią. Szły przez wiele zawiłych ścieżek, gdy nagle wyszły na szeroką polane, na której za chwile wylądował helikopter. Abigail wstrzymała oddech i lekko się cofnęła dalej w krzaki, gdy zobaczyła, kto wysiadł. James Palentir, we własnej osobie. Z prędkością światła wyciągnęła telefon i zaczęła strzelać fotki. Po godzinie James z powrotem wsiadł do helikoptera i odleciał, a hinduska zaczęła wracać do Centrum. Abigail została na swoim miejscu, już wiedziała, co a raczej kto, będzie bohaterem następnej gazetki. Tego się nie spodziewałam pomyślała.
- Dobra, czas wracać.
Wstała i pobiegła do centrum. Z buta droga zajęła jej nieco ponad godzinę. Wślizgnęła się na teren szkoły i spokojnym krokiem wróciła do pokoju. Wtedy zobaczyła to.
Grupę, dokładnie ludzi z jej klasy, którzy jak gdyby nigdy nic siedzieli na podłodze. Cały czas śmiali się z czegoś podjadając przy tym chipsy; jak później zauważyła, przekąski, których sama nie zdążyła zjeść. Wśród nich znajdowała się Violet. Zawzięcie o czymś o opowiadała. Przegryzła wargę. No świetnie.
- Co tu się wyrabia? - powiedziała zezłoszczona.
- Och, Abi przyszłaś! - blondynka posłała wymuszony uśmiech w jej stronę - Zorganizowałam mały wieczorek zapoznawczy... nie wiem jak ty, ale ja wolę utrzymywać poprawne relacje moją klasą... - Abigail wywróciła oczami - Ups... zapomniałam ty gadasz tylko z ludźmi, którzy są ciebie godni...
Zdenerwowana kruczowłosa usiadła na łóżku. Przyglądała się sytuacji. Wśród nastolatków rozpoznała jedynie Mathilde, Maryline i tego bufona... nawet nie pamiętała jak miał na imię. Rzeczywiście zbytnio nie zagłębiała się w relacje ze swoją klasą. Nie coś, żeby jej to przeszkadzało. Wiedziała jedno; nie było tutaj Lou, czyli nic tu po niej. Założyła słuchawki na uszy.
- Kto chcę zagrać w "prawda czy wyzwanie"!? - zapytała głośno Violet. W odpowiedzi usłyszała zadowolony krzyk. Spojrzała zwycięsko na zebraną grupkę. Niech Kevin zobaczy, że umie nawiązywać przyjaźnie. Właściwie aktualnie się temu przyglądał. Blondynka nie miała pojęcia, dlaczego przyszedł...
Wszytko zaczęło się od tego, że chciała uściślić swoje relacje z dziewczynami, dlatego zaprosiła je do swojego pokoju. Okazało się, że wspomnianej rozmowie przysłuchiwał się Richard, który od razu wygadał wszystko Samowi. Akurat Violet nie miała nic przeciwko temu. Widząc go roześmianego, co chwilę poprawiającego swoje cudne, blond włosy coraz bardziej się w nim zadurzała. Tak, zadurzała. Blondyn prawdopodobnie przekazał to pozostałym kumplom, co mogli usłyszeć inni. I w ten oto sposób w pokoju 212 znaleźli się: Sam, Richard, Jared, Maryline, Mathilde, Kevin... i jakiś chłopak, którego Violet nie kojarzyła. Chyba miał na imię Charlie. Violet ze smutkiem zauważyła brak obecności Jamesa. Chociaż rozpowiadając o spotkaniu w sali wykładowej starała się mówić głośno. Miała cień nadziei, że przyjdzie. Myślała nawet, że długa nieobecność Abi jest spowodowana tym, że dziewczyna przekonywała go do przyjścia na imprezę...
- Prawda czy wyzwanie? - usłyszała w swoim kierunku ze strony Jareda.
- Hmm... prawda.
Zakręciła butelką. Pojemnik przez dłuższą chwilę kręcił się wokół własnej osi, aż w końcu się zatrzymał. Violet podniosła wzrok na wylosowaną osobę. Uśmiechnęła się triumfalnie. To był Kevin. Widząc jego niezadowoloną twarz jeszcze bardziej się rozpromieniła. Czy ktoś już wspominał, że uwielbiała kiedy cierpiał? Gra w "prawdę czy wyzwanie" była idealnym sposobem, aby poczuł jej zawiść. Miała go w garści. Nie ważne, co wybierze. Kevin doskonale o tym wiedział. Uśmiechnął się kwaśno.
Violet usłyszała podekscytowane szeptanie koleżanek. Jednak po tym znowu nastąpiła cisza. Sic! Dlaczego tak trudno było zachowywać się przy Jamesie... normalnie?
- Jaki jest twój najbardziej egoistyczny plan na przyszłość?
Blondynka zastanowiła się, po chwili odpowiedziała.
- Kumple moich wrogów staną się moimi najlepszymi przyjaciółmi. - posłała Abigail wymowne spojrzenie. Widząc, że dziewczyna na nie nie reaguję wywróciła oczami.
- Wyzwanie - rzekł, blondynka popatrzyła na niego zdumiona. Widocznie idzie na całość.
- Nagi, zaśpiewaj na placu głównym "Firework" - powiedziała po chwili.
- Proste... robiłem to w zeszłym roku - w potwierdzeniu, dziewczyna otrzymała sześć kiwających głów.
- Nie myślałam, że ma takiego wielkiego pe... - rzekła cicho i niepewnie Maryline.
- Dobra, rozumiem - warknęła Violet - W takim razie pocałuj wszystkie osoby w tym pomieszczeniu.
- Łączenie z tobą? - Kevin spojrzał na nią wymownie.
Blondynka z obrzydzeniem pokręciła głową.
- Nie! Musiałabym dezynfekować buzię przez cały miesiąc! - obruszyła się - Więc - popatrzyła się ukradkiem na współlokatorkę. Na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech - Rozkochaj w sobie Abigail.
- Kogo? - zapytał zdziwiony rozglądając się po pomieszczeniu.
Violet wskazała dziewczynę siedzącą na łóżku.
- Spoko, to będzie łatwe - wzruszył ramionami i usiadł obok kruczowłosej.
- Nagi, zaśpiewaj na placu głównym "Firework" - powiedziała po chwili.
- Proste... robiłem to w zeszłym roku - w potwierdzeniu, dziewczyna otrzymała sześć kiwających głów.
- Nie myślałam, że ma takiego wielkiego pe... - rzekła cicho i niepewnie Maryline.
- Dobra, rozumiem - warknęła Violet - W takim razie pocałuj wszystkie osoby w tym pomieszczeniu.
- Łączenie z tobą? - Kevin spojrzał na nią wymownie.
Blondynka z obrzydzeniem pokręciła głową.
- Nie! Musiałabym dezynfekować buzię przez cały miesiąc! - obruszyła się - Więc - popatrzyła się ukradkiem na współlokatorkę. Na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech - Rozkochaj w sobie Abigail.
- Kogo? - zapytał zdziwiony rozglądając się po pomieszczeniu.
Violet wskazała dziewczynę siedzącą na łóżku.
- Spoko, to będzie łatwe - wzruszył ramionami i usiadł obok kruczowłosej.
Abigail ledwie dostrzegalnie uśmiechnęła się z litością. On chyba nie zdaję sobie sprawy z tego, że mu się to nie uda. Podniosła na niego wzrok znad swojego telefonu.
- Hej - przywitał się chłopak, widząc, że nie odpowiada spróbował ponownie - Witaj księżniczko - użył tekstu, który na Abigail działał jak płachta na byka. O ile potrafiła znieść że czasem Kas ją tak nazywał to on już ma przechlapane.
- Czego? - odpowiedziała ostro.
Kevin się uśmiechnął i pomyślał, że uspokoi ją komplementami. Nie wiedział w jakie bagno się wpakował.
- Nic takiego... po prostu lubię pyskate - zaczął prawił jej pochwały, jedne za drugą, aż w końcu Abigail postanowiła mu przerwać:
- Słodko, ale teraz łaskawie rusz te swoje cztery litery z powrotem do waszego kółka robótek ręcznych i przestań mi zawracać gitarę - powiedziała to z taką mocą, że Kevin aż się cofnął. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Abi już wychodziła. Gdy miała już przejść przez drzwi, wpadła na kogoś.
- Uważaj jak leziesz - warknęła.
- Wybacz - odpowiedział owy osobnik, który już po chwili wszedł całkiem do środka i zamknął za sobą drzwi. Abi usłyszała piękny chórek z pokoju, który krzyczał:
- JAMES!!
No pięknie pomyślała i wyszła z budynku mieszkalnego.
******************************
Po chwili kręcenia się bez żadnego celu Abigail znów zobaczyła Lou. Znowu ona? Pomyślała. Następnie wzruszyła ramionami. No cóż, po prostu ma pecha. Nie była tylko pewna czy ona czy Lou. Po chwili znów zanurkowała w krzakach i ponownie zaczęła śledzić hinduskę. Tym razem poszła do biblioteki, by się pouczyć, nic ciekawego. Ech..., a już miała nadzieję na kolejny materiał. No cóż, będzie jeszcze okazja. Wolnym krokiem zaczęła wracać, tym razem już nie w krzakach, tylko po chodniku. W pewnej chwili, gdy była tuż przy budynku mieszkalnym, zobaczyła, że ktoś wychodzi. Rozpoznała w tej osobie Jamesa, więc znów ukryła się w krzakach. Po chwili z budynku wyszła Violet. Oho, robi się ciekawie pomyślała.
******************************
[po wyjściu Abi w pokoju 212]
Violet patrzyła w osłupieniu na blondyna stojącego w drzwiach. James Palentir we własnej osobie. Przez chwilę myślała, że to fatamorgana. Chłopak stał nerwowo poprawiając włosy.
- Jest tutaj Lou? - powiedział po chwili.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Jakby zapomnieli, że mają coś takiego jak język. Wydawało im się, że to niemożliwe, że taka osoba jak James przychodzi do nich i zadaje pytanie. W końcu przemówiła Violet.
- Nie, nie ma jej.
- Aha - odrzekł. Spojrzał na zebraną klasę i skierował się do wyjścia. Kiedy dotknął klamki momentalnie usłyszał głos blondynki.
- Ale przyjdzie... poszła po przekąski - wymyślała na zbyciu. Nie mogła pozwolić, aby taka okazja wyszła na marne.
- W takim razie poczekam - uznał, co sprawiło wielkie uśmiechy na twarzy dziewcząt. Violet usłyszała podekscytowane szeptanie koleżanek. Jednak po tym znowu nastąpiła cisza. Sic! Dlaczego tak trudno było zachowywać się przy Jamesie... normalnie?
- Może zagrasz z nami? - odezwała się Maryline; Violet była jej za to wdzięczna. James bez odpowiedzi usiadł w kółku. Przyglądał się współklasowniką.
- To chyba znaczy "tak" - powiedział Sam uśmiechając się - Gramy w "prawdę czy wyzwanie"... znasz zasady?
- A kto nie? - odpowiedział.
Sam kiwnął głową.
- Teraz kręci Kevin.
Grali przez kilka rund. Wyznaczali sobie parę nieistotnych poleceń. Cały czas panował drętwy nastrój. James pozostawał niedostępny jak zwykle. Oprócz częstych pytań typu "kiedy przyjdzie Lou?" nie odzywał się. Violet próbowała do niego zagadać. Olewał ją, co niesamowicie ją irytowało. Jedynym pocieszeniem było to, że również zbywał Kevina. Tym razem to ona chciała wygrać "grę".
- Okej, będę się zbierał - usłyszała głos Charliego. Podniósł się z podłogi i wziął do ręki plecak. Każdy podążył za nim wzrokiem - Muszę jeszcze uzgodnić projekt z Lou...
- Przecież zaraz przyjdzie - ożywił się nagle James.
- Ale ona jest w ogrodzie kwietnym... - odpowiedział jak gdyby nigdy nic Charlie, Violet zmierzyła go wzrokiem. Nie mogła uwierzyć, że ją wydał! O dziwo nie wykazał ani grama zdziwienia czy upokorzenia swoją osobą, kiedy odkrył, że zdradził sekret. Zrobił to naturalnie. Jakby to zaplanował - Dzwoniłem do niej niedawno...
James spojrzał na Violet. Domagał się wyjaśnień. Blondynka zaśmiała się nerwowo. Taa, była ud*piona.
- Haha, James - odezwała się Mathilde - Naprawdę myślałeś, że na nasz wieczorek zaprosimy kogoś takiego jak Lou? Przecież ona jest dziwna, według nas nie jest ciebie warta... - wypowiedziała jedne z najwredniejszych sentencji jakie Violet kiedykolwiek usłyszała.
- Banda idiotów - warknął cicho James. Potem nastąpiło głośne trzaskanie drzwiami. Violet mimowolnie wstała, a z jej gardła wydobyło się "James!". Zaczęła biec za chłopakiem.
******************************
Abigail, zaintrygowana, co też Violet chce od Jamesa, po cichu podążyła za nimi. Kiedy byli tuż przy helikopterze, zobaczyła, że jej współlokatorka złapała tego playboya za ramie. Podeszła bliżej, by lepiej słyszeć.
- Nie mamy o czym rozmawiać, z kłamcami się nie zadaję
- Ale James! Ty w ogóle z nami nie rozmawiasz, tylko z tą...Lou - wypowiedziała ostatni wyraz z takim niesmakiem, jakby Lou była jakąś seryjną morderczynią. Tak naprawdę to Abi jej współczuła. Nie miała przyjaciół, przez to, że James się nią interesował. Zupełnie, jak ja pomyślała, tylko że ona nie miała przyjaciół z zupełnie innego powodu, o którym nie będzie teraz wspominać. Wróciła do słuchania ich rozmowy.
- Widocznie mam swoje powody - powiedział rozdrażniony James.
- Ale...ale... co ona takiego ma, czego ja nie mam?
- Jest bardziej ciekawsza od was - westchnął od niechcenia - Poza tym ma coś, co mnie interesuję...
- O co ci chodzi? - przerwała mu Violet, szczerze zainteresowana. Abigail przysunęła się odrobinę bliżej, by lepiej słyszeć. James w tym czasie zrozumiał, że nie zdążył w porę ugryźć się w język i będzie musiał jej powiedzieć, ponieważ, znając Violet, nie da mu spokoju. Westchnął.
- Coś ważnego, co może zmienić świat.
Blondynka stała chwilę w osłupieniu. O czym on mówi?
- Czyli... - zamyśliła się.
Nie dając jej dokończyć James wsiadł do helikoptera i pojechał nim w górę. Violet patrzyła się przez chwilę jak zaczarowana w odjeżdżający helikopter. Nie wiedziała o co mu chodziło, jednak chciała to zdobyć. To jedyny sposób, aby wygrać grę. Wróciła do akademika.
Tymczasem Abigail usiadł na ziemi i pogrążyła się w swoich myślach. Coś, co może zmienić świat? Mam wrażenie, że wiem o co mu chodziło, ale muszę się upewnić. Mam nadzieję, że nie jest to akurat to, który przenosi do TEGO wymiaru, bo to by zwiastowało kłopoty. Po chwili wstała, orientując się, że James gdzieś odjechał swoim helikopterem. Wzruszyła ramionami i rozejrzała się, zastanawiając gdzie mogłaby się teraz podziać. Nie miała ochoty wracać do pokoju, ponieważ najpewniej to stado dzikich krów nadal tam siedziało, a ona, jak wiadomo, nie lubiła dużych grup. Z westchnieniem dotknęła kryształku. Niezbyt chciała odwiedzać o tej porze Kaspra, ale jak chciała się wyspać tej nocy nie miała wyjścia.
- Teleport, dom na wzgórzu.
Otoczyła ją, dobrze jej znana biała mgiełka i po chwili ujrzała wzgórze, na którym stała mała chatka, na tle z miliona gwiazd. Zawsze lubiła ten widok, ale niezbyt często miała okazję go oglądać, w każdym razie nie w spokoju, nie musząc wiać co sił w nogach. Ale teraz to nie ważne. Wchodząc na wzniesienie zauważyła, że Kasper jeszcze nie śpi. Wskazywała na to lekka, jasna poświata, wydobywająca się spod drzwi. Weszła do domku i zastała swojego przyjaciela czyszczącego broń.
Gdy usłyszał otwierane drzwi podniósł na nią wzrok znad ostrza i uśmiechnął się.
- O, a cóż że cię tu sprowadza, o tak późnej porze?
- Potrzebuje noclegu - odpowiedziała po prostu - w moim pokoju zaległ tabun dzikich krów.
- Hah, wiesz, u mnie miejsca dostatek, jak widać.
Abigail uśmiechnęła się lekko. Usiadła na swoim łóżku i ziewnęła.
- To ja idę spać, dobranoc - powiedziała.
- Dobranoc.
Abi przykryła się kocem i poszła spać, na szczęście nic się jej nie śniło, więc rano jak wstała, dosyć wcześnie z resztą, nie musiała myśleć nad znaczeniem tego, co jej mózg wyprodukował w nocy. Przy śniadaniu pomyślała, że wypadałoby już wracać, ponieważ mimo faktu, iż dzisiaj mieli później lekcje, w Centrum było jeszcze mnóstwo tajemnic do odkrycia. Pożegnała się z Hunterem i prze teleportowała się do budynku sypialnianego. Tak jak się spodziewała, nikogo tu nie było, lecz gdy weszła do pokoju, omal nie wybuchnęła śmiechem. Widocznie ktoś przemycił alkohol dla rozluźnienia atmosfery. Efektem tego był fakt, iż każdy spał gdzie popadnie. Obraz ten, z resztą przezabawny, przedstawiał się następująco: Violet spała jak człowiek na swoim łóżku, Maryline wraz z Mathilde zajęły jej łóżko, Kevin półleżał oparty o szafę, Sam spał na krześle w pozycji "Uczyłem się, ale było to za nudne, więc usnąłem", a reszta normalnie na podłodze. Abi przeszła, starając się nikogo nie nadepnąć do swojej szafy, by wyjąc jakieś ciuchy do ubrania, gdy akurat obudził się Kevin. Powiódł zamulonym wzrokiem dookoła, spojrzał na Abi, która, zauważając, że ten już nie udaje trupa, spojrzała na niego. Ten nie przejął się tym zbytnio i po prostu poszedł do swojego pokoju, by dalej spać. Abigail cicho prychnęła i poszła do łazienki wziąć prysznic. Gdy wyszła nic się nie zmieniło i każdy spał. Pomyślała, że jak się obudzą z kacem to puści głośną muzykę. Ale na razie postanowiła wyjść. Było tu za dużo ludzi, nie ważne, że śpiących, ale ludzi.
