
[źródło- tumblr]
{I taki tekst: Hej! Zaraz będziesz mielonką}
Witam wszystkich, którzy dzielnie tkwią na tym blogu! Teraz moja kolej na dodanie postu, więc oto i on! Pierwotnie miały to być dwa opowiadania, ale ja nie umiem długo pisać, więc je połączyłam. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych błędów, ale nie mogę tego obiecać. Tak więc, już nie przedłużając, Zapraszam!
♢ Polowanie na demony. ♢
Abigail najchętniej, to by poszła na polowanie, ale niezbyt chciała spotkać Kaspra, co byłoby nieuniknione. Normalnie, to jego towarzystwo by jej nie przeszkadzało, ale w taki dzień jak dzisiaj wszystko działało jej na nerwy. Padało, było chłodno, a ona nawet do parku pójść by nie mogła, nie ryzykując zapaleniem płuc. Gdy dokończyła picie kawy stwierdziła, że jednak mogła by odwiedzić tamten wymiar. Poszła do swojego pokoju, by zabrać łuk i jeden z siedmiu kluczy, które dostała od Kaspra. Miał on różki i otwierał wszystkie drzwi w tamtym wymiarze. Przez chwile zastanawiała się, jakby jej życie wyglądało, gdyby nie wiedziała o istnieniu tamtego wymiaru. Gdyby w tedy nie spotkała Kaspra.
Gdy już wzięła cały potrzebny ekwipunek stwierdziła, że musi się przebrać, ponieważ spódniczka na polowanie tak niezbyt się nadaje. Założyła więc długie spodnie, coś a'la legginsy, lnianą koszulę z długim rękawem oraz buty z miękkiej skóry. Gdy była już gotowa chwyciła w palce kryształek przy jej naszyjniku i powiedziała:
- Teleport, dom na wzgórzu.
Otoczyła ją mgiełka i znalazła się na niewielkim, oświetlonym ciepłym blaskiem słonecznym, pagórku, na którym stał ładny, mały, drewniany domek kryty strzechą. Była to baza wypadowa jej i Kaspra, który był jej przyjacielem, mimo iż ciągle się kłócili. Bazę tą zbudowali razem, własnoręcznie, więc patrząc na nią, była dumna, że udało jej się tego dokonać. Weszła do środka i tak jak się spodziewała, on tam siedział. Był ubrany tak jak zwykle, skurzana kurtka, pod nią lniana koszula, na nogach miał wełniane spodnie oraz buty z miękkiej skóry. Gdy usłyszał otwierane drzwi uniósł wzrok i uśmiechnął się na widok jej wkurzonej miny.
-O, a cóż cię tu sprowadza?-powiedział.
-Nie zaczynaj znowu.
-Ale co ja robię?
-Jesteś.
-Ouć, to bolało-powiedział-co się stało, że jesteś nie w sosie....Księżniczko?
Abi rzuciła mu spojrzenie spode łba.
-Ile razy ci mówiłam, żebyś tak na mnie nie mówił!
Kasper tylko wystawił język i się uśmiechnął. Uwielbiał się z nią droczyć. Nie była jak każda inna dziewczyna z tego wymiaru. Każda, którą spotkał marzyła, by zwrócił na nią uwagę i choć raz nazwał księżniczką. Ale Abi taka nie była, ona nienawidziła, kiedy ją tak nazywał i przez to miała jeszcze gorszy humor.
-No to co? idziemy na polowanie...
- Idziemy, ale jeszcze raz nazwiesz mnie księżniczką, to przez przypadek przestrzelę cię strzałą-przerwała mu.
-Spokojnie , bez agresji! - powiedział uśmiechając się szeroko-Duchy czy demony?-spytał, zmieniając temat.
-Demony, mają lepsze artefakty.
-Racja, no to w drogę!-powiedział wstając, zabierając łuk i miecz, z którym się nie rozstawał. Abi miała przy sobie tylko łuk, zatrute strzały oraz sakse i mniejszy nóż do rzucania. Nie używała mieczy. Twierdziła, że są nieporęczne i tylko zawadzają.
Razem wyszli z domku i skierowali się w stronę lasu, który pozostawał tak samo ciemny niezależnie od pory dnia. Gdy tylko do niego weszli zrobiło się zimniej. Była to oznaka, że ten teren jest zamieszkany przez istoty nie do końca cielesne, takie jak duchy , czy demony, które były tak naprawdę niczym innym niż uwięzionymi duszami bardzo złych ludzi, którzy byli obarczeni klątwą wiecznego cierpienia. demony były bardzo agresywne i całkiem potężne, także samemu lepiej nie walczyć z nimi. Kamień snów w naszyjniku Abigail zaczął delikatnie pulsować, więc powiedziała do Kaspra szeptem:
-Są niedaleko
Ten tylko skinął głową. Nie chciał nic mówić i ryzykować że demony go usłyszą, miały bowiem doskonały słuch. Szli dalej skradając się, gdy nagle usłyszeli świst powietrza tuż za nimi. Abi odwróciła się z naciągniętą strzałą na cięciwie, by namierzyć demona. Nie było to łatwe, gdyż jego sylwetka prawie nie odróżniała się od otoczenia. Jedynym dobrze widocznym elementem były jego duże czerwone oczy, doskonale odróżniające się od otoczenia. Abigail w mgnieniu oka wycelowała i strzeliła , lecz demon był szybszy i uniknął pocisku, z krzykiem, który mroził krew w żyłach, rzucił się na nich. W tedy Kasper, korzystając z tego, że potwór skupił całą swoją uwagę na jego towarzyszce, doskoczył do niego i ciął go, robiąc długą i głęboką szramę na jego plecach, z której po chwili zaczęła wyciekać zielona substancja. Abi w tym czasie zdążyła wyciągnąć mniejszy nóż i wbić między oczy szkarady. Potwór zawył , próbując wyciągnąć nóż, lecz w tedy Kasper dobił go mieczem. Demon rozsypał się w proch , zostawiając tylko nóż Abi, magiczne kamienie, którymi się żywił, oraz kupkę popiołu. Abigail podniosła wszystko i powiedziała do Kaspra:
-Bierzemy jeszcze jednego?
-Oczywiście...-umilkł pod ciskającym pioruny spojrzeniem Abi- przecież nic nie powiedziałem!
-Ale wiem, że miałeś zamiar!
Ruszyli przed siebie brnąc głębiej w ciemny las. Po jakiś 200 metrach Kas pociągnął Abi w dół i wskazał coś przed nimi. Jakieś 20 metrów z przodu stał , a właściwie lewitował demon, którego udało im się dojrzeć tylko dlatego, że był odwrócony do nich bokiem. Łowcy, bo tak ich nazywano, po cichutku, nisko pochyleni nad ziemią zaczęli zmierzać w stronę potwora. Mieli nadzieję, że ich nie zobaczy. Gdy byli od niego 5 metrów ten nagle ryknął i zaczął pędzić w ich stronę. Abi i Kasper odskoczyli od siebie i demon wyleciał, a właściwie przeleciał przez drzewo. Kas wyciągnął miecz i stanął w pozycji gotowej do ataku, Abigail zaś założyła strzałę na cięciwę, gotowa w każdej chwili wystrzelić zatruty pocisk. Niespodziewanie demon wyleciał z drzewa tuż obok niej i rzucił się na nią przewalając ją na ziemię. Otworzył paszcze, by wydać z siebie krzyk, który był morderczy dla ludzi, gdy zawył z bólu, bowiem Kas przebił go mieczem. Ale go nie tak łatwo było zabić, więc Abi, korzystając że miała trochę więcej swobody, gdy potwór próbował sięgnąć do miecza, który był wbity w jego plecy, wyciągnęła swój mniejszy nóż i przecięła mu głowę w na pół. Z rany trysnęła zielona ciecz wprost na Abigail która zasłoniła twarz rękami . Po chwili demon był już tylko kupką popiołu. Kasper pomógł przyjaciółce wstać i razem wrócili do domku, gdzie opatrzył jej poparzone dłonie, ponieważ krew demonów wywoływała poparzenia. Po ogarnięciu rąk Abi, rozdzielili łupy i Heart wróciła teleportem do domu.
********************
O Abigail nie można było powiedzieć, że się nie uczy. Mimo iż nie chodziła do jakiejś nie wiadomo jak wyrafinowanej szkoły, to miała najlepsze oceny w klasie, ba nawet w całej szkole. Wiele osób się zastanawiało jak to możliwe, ponieważ miała reputacje buntowniczki. Ale tak już było. Podnosiła średnią całej szkoły, ale mimo to nie była ulubienicą nauczycieli. Wiele razy zostawała po szkole za "głupie" odzywki do nauczycieli. Zazwyczaj na lekcjach przemawiała jej buntownicza natura i kwestionowała ich wypowiedzi . Nie była w szkole zbyt lubiana tez przez uczniów, zwłaszcza przez Mathilde, blondwłosą pannę, która miała pieniądze i całkiem dobre oceny, ale czasem zapominała, że mózgu nie można kupić, tak przynajmniej uważała Abi. Tak więc pewnego dnia, gdy po szkole surfowała po sieci przyszedł do niej mail.
Gdy go przeczytała otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Było tam napisane, iż centrum Palentir, najlepsza szkoła, dostała jej namiary od nauczyciela angielskiego, który podesłał im jej wyniki, a oni byliby zaszczyceni, gdyby ktoś taki uczęszczał do ich szkoły. Mało osób dostawało się do niej, więc do była dla niej wielka okazja. Po chwili namysłu odpowiedziała na maila, że oczywiście z przyjemnością przyjmie propozycje uczęszczania do tej ekskluzywnej szkoły itp. itd. Po wysłaniu maila przeteleportowała się do innego wymiaru. Ostatni raz była tam 2 dni temu.
Gdy weszła do domku nikogo w nim nie zastała, usiadła więc na krześle i czekała na Kaspra, który wszedł do domku pół godziny później. Zamarł, widząc ją, następnie pytając:
-O, a co księżniczka tutaj robi?
-Nie zaczynaj.
-Dobra, ale trudno nie zauważyć, że jesteś w dobrym humorze, a ja bardzo chciałbym się dowiedzieć, co go spowodowało. No i oczywiście muszę spytać jak tam ręce?
-A, już dobrze, poparzenia już zeszły. Ale wracając do tematu. Wyobraź sobie, że mam szansę dostać się do ekskluzywnej szkoły, do której dostaje się niewiele osób!!
-Szkoły...? Ah tak, ciągle zapominam, że ty nie jesteś z tego wymiaru.
-Tak! Wyobrażasz to sobie!?
-Hmm.. pomyślmy, tak, to było bardzo prawdopodobne. Jak się nazywa ta szkoła?
-Palentir.
Twarz Kaspra spochmurniała.
- Pamiętasz tych , co w zeszłym roku się tu panoszyli?
- Tych w wymyślnych strojach? Tak, pamiętam. Co z nimi?
- Śledziłem ich przez jakiś czas i podsłuchałem kawałek rozmowy, w którym mówili, że ta wyprawa jest owocna dla Palentir.
- Oni byli stamtąd?!
- Na to wygląda.
Abi spochmurniała. Taka dobra szkoła i takie złe rzeczy? Nie mieściło się jej to w głowie.
-Muszę już iść-powiedziała i się przeteleportowała do swojego domu. Zobaczyła , że ma nowego maila a także, że zostawiła włączony komputer...Zresztą nie ważne. Treść maila była jasna, miała napisać egzamin, z którym poradziła sobie wyśmienicie i nazajutrz już miała jechać. Szybko się spakowała i poszła spać. Rano, jak wstała szybko zjadła śniadanie i pojechała autobusem do centrum Palentir. Jechała około 12 godzin i była zmęczona, ale musiała pójść do biura pana Thiela, by poinformować go o swoim przybyciu. Zapukała do jego drzwi i po chwili słysząc ciche "Proszę" weszła do środka.
-Ah, panienka Abigail, tak?
-Tak, to ja
Thiel skinął głową.
-Dobrze, tu masz rozkład zajęć a tu klucz do pokoju. Poszukaj Jareda, i przekaż mu , że ma cię oprowadzić po centrum.
-Tak jest, do widzenia.
-do widzenia.
Abigail wyszła i skierowała się do swojego pokoju, którego szukała przez 15 minut, ale to nie ważne. Gdy weszła do pokoju od razu w oczy rzuciły jej się dwa łóżka. Czyli będę miała współlokatorkę. Wspaniale!-pomyślała, otworzyła jedną szafę i zaczęła się rozpakowywać. Gdy już skończyła, poszła do łazienki, która była za drzwiami ,by się odświeżyć. Napuściła do wanny gorącej wody i spędziła w niej bez mała godzinę. W końcu stwierdziła, że czas poszukać Jareda i wyszła z wanny. Ubrała się w czarną koszulkę z yin yang, jasnoszare spodnie i białe, ciężkie buty. Wyszła ze swojego pokoju i poszła go poszukać. Znalazła go przy lądowisku helikoptera.
-Hej, to ty jesteś Jared?
-Tak, co ja, w czym mogę ci pomóc?
-Pan Thiel powiedział, że...
-Mam cię oprowadzić?-przerwał jej.
-Tak.
-W takim razie zapraszam z mną, o, skoro jeszcze tutaj jesteśmy to muszę ci powiedzieć, że na tym lądowisku ląduje prywatny helikopter nijakiego Jamesa.
-Tego playboja?
- Tak , dokładnie tego- zaśmiał się na określenie, jakiego użyła, a Abi pomyślała, ze ma całkiem ładny śmiech- dobrze teraz chodź, pokaże ci gdzie jest biblioteka.
I tak w ciągu dwóch godzin Abigail zwiedziła całe centrum Palentir. Jared dosyć szczegółowo opowiadał o każdym miejscu, z czego była bardzo zadowolona. Zawsze chciała dowiedzieć się jak najwięcej o miejscu w którym miała być. Po zakończeniu zwiedzania wróciła do pokoju.
Dwa dni później było przywitanie i różne takie rzeczy. Po trzech godzinach nudnego wygłaszania regulaminu i gadaniu o rzeczach, które jej nie interesowały w końcu mogła wrócić do pokoju. I tak zwinęła się szybciej niż reszta, tam był zdecydowanie za duży tłum, jak dla niej. Z westchnieniem upadła na swoje łóżko, założyła słuchawki i odpłynęła w świat jej wyobraźni. Po jakimś czasie usłyszała otwierane drzwi. Współlokatorka?-pomyślała po czym otworzyła oczy i zdjęła słuchawki z uszu. W drzwiach stała jasnowłosa dziewczyna.
Gdy weszła do domku nikogo w nim nie zastała, usiadła więc na krześle i czekała na Kaspra, który wszedł do domku pół godziny później. Zamarł, widząc ją, następnie pytając:
-O, a co księżniczka tutaj robi?
-Nie zaczynaj.
-Dobra, ale trudno nie zauważyć, że jesteś w dobrym humorze, a ja bardzo chciałbym się dowiedzieć, co go spowodowało. No i oczywiście muszę spytać jak tam ręce?
-A, już dobrze, poparzenia już zeszły. Ale wracając do tematu. Wyobraź sobie, że mam szansę dostać się do ekskluzywnej szkoły, do której dostaje się niewiele osób!!
-Szkoły...? Ah tak, ciągle zapominam, że ty nie jesteś z tego wymiaru.
-Tak! Wyobrażasz to sobie!?
-Hmm.. pomyślmy, tak, to było bardzo prawdopodobne. Jak się nazywa ta szkoła?
-Palentir.
Twarz Kaspra spochmurniała.
- Pamiętasz tych , co w zeszłym roku się tu panoszyli?
- Tych w wymyślnych strojach? Tak, pamiętam. Co z nimi?
- Śledziłem ich przez jakiś czas i podsłuchałem kawałek rozmowy, w którym mówili, że ta wyprawa jest owocna dla Palentir.
- Oni byli stamtąd?!
- Na to wygląda.
Abi spochmurniała. Taka dobra szkoła i takie złe rzeczy? Nie mieściło się jej to w głowie.
-Muszę już iść-powiedziała i się przeteleportowała do swojego domu. Zobaczyła , że ma nowego maila a także, że zostawiła włączony komputer...Zresztą nie ważne. Treść maila była jasna, miała napisać egzamin, z którym poradziła sobie wyśmienicie i nazajutrz już miała jechać. Szybko się spakowała i poszła spać. Rano, jak wstała szybko zjadła śniadanie i pojechała autobusem do centrum Palentir. Jechała około 12 godzin i była zmęczona, ale musiała pójść do biura pana Thiela, by poinformować go o swoim przybyciu. Zapukała do jego drzwi i po chwili słysząc ciche "Proszę" weszła do środka.
-Ah, panienka Abigail, tak?
-Tak, to ja
Thiel skinął głową.
-Dobrze, tu masz rozkład zajęć a tu klucz do pokoju. Poszukaj Jareda, i przekaż mu , że ma cię oprowadzić po centrum.
-Tak jest, do widzenia.
-do widzenia.
Abigail wyszła i skierowała się do swojego pokoju, którego szukała przez 15 minut, ale to nie ważne. Gdy weszła do pokoju od razu w oczy rzuciły jej się dwa łóżka. Czyli będę miała współlokatorkę. Wspaniale!-pomyślała, otworzyła jedną szafę i zaczęła się rozpakowywać. Gdy już skończyła, poszła do łazienki, która była za drzwiami ,by się odświeżyć. Napuściła do wanny gorącej wody i spędziła w niej bez mała godzinę. W końcu stwierdziła, że czas poszukać Jareda i wyszła z wanny. Ubrała się w czarną koszulkę z yin yang, jasnoszare spodnie i białe, ciężkie buty. Wyszła ze swojego pokoju i poszła go poszukać. Znalazła go przy lądowisku helikoptera.
-Hej, to ty jesteś Jared?
-Tak, co ja, w czym mogę ci pomóc?
-Pan Thiel powiedział, że...
-Mam cię oprowadzić?-przerwał jej.
-Tak.
-W takim razie zapraszam z mną, o, skoro jeszcze tutaj jesteśmy to muszę ci powiedzieć, że na tym lądowisku ląduje prywatny helikopter nijakiego Jamesa.
-Tego playboja?
- Tak , dokładnie tego- zaśmiał się na określenie, jakiego użyła, a Abi pomyślała, ze ma całkiem ładny śmiech- dobrze teraz chodź, pokaże ci gdzie jest biblioteka.
I tak w ciągu dwóch godzin Abigail zwiedziła całe centrum Palentir. Jared dosyć szczegółowo opowiadał o każdym miejscu, z czego była bardzo zadowolona. Zawsze chciała dowiedzieć się jak najwięcej o miejscu w którym miała być. Po zakończeniu zwiedzania wróciła do pokoju.
Dwa dni później było przywitanie i różne takie rzeczy. Po trzech godzinach nudnego wygłaszania regulaminu i gadaniu o rzeczach, które jej nie interesowały w końcu mogła wrócić do pokoju. I tak zwinęła się szybciej niż reszta, tam był zdecydowanie za duży tłum, jak dla niej. Z westchnieniem upadła na swoje łóżko, założyła słuchawki i odpłynęła w świat jej wyobraźni. Po jakimś czasie usłyszała otwierane drzwi. Współlokatorka?-pomyślała po czym otworzyła oczy i zdjęła słuchawki z uszu. W drzwiach stała jasnowłosa dziewczyna.

