poniedziałek, 18 lipca 2016

♢ Polowanie Na Demony. ♢


[źródło- tumblr]
{I taki tekst: Hej! Zaraz będziesz mielonką}
Witam wszystkich, którzy dzielnie tkwią na tym blogu! Teraz moja kolej na dodanie postu, więc oto i on! Pierwotnie miały to być dwa opowiadania, ale ja nie umiem długo pisać, więc je połączyłam. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych błędów, ale nie mogę tego obiecać. Tak więc, już nie przedłużając, Zapraszam!
 ♢ Polowanie na demony. ♢



  Abigail najchętniej, to by poszła na polowanie, ale niezbyt chciała spotkać Kaspra, co byłoby nieuniknione. Normalnie, to jego towarzystwo by jej nie przeszkadzało, ale w taki dzień jak dzisiaj wszystko działało jej na nerwy. Padało, było chłodno, a ona nawet do parku pójść by nie mogła, nie ryzykując zapaleniem płuc. Gdy dokończyła picie kawy stwierdziła, że jednak mogła by odwiedzić tamten wymiar. Poszła do swojego pokoju, by zabrać łuk i jeden z siedmiu kluczy, które dostała od Kaspra. Miał on różki i otwierał wszystkie drzwi w tamtym wymiarze. Przez chwile zastanawiała się, jakby jej życie wyglądało, gdyby nie wiedziała o istnieniu tamtego wymiaru. Gdyby w tedy nie spotkała Kaspra. 
Gdy już wzięła cały potrzebny ekwipunek stwierdziła, że musi się przebrać, ponieważ spódniczka na polowanie tak niezbyt się nadaje. Założyła więc długie spodnie, coś a'la legginsy, lnianą koszulę z długim rękawem oraz buty z miękkiej skóry. Gdy była już gotowa chwyciła w palce kryształek przy jej naszyjniku i powiedziała:
- Teleport, dom na wzgórzu.
 Otoczyła ją mgiełka i znalazła się na niewielkim, oświetlonym ciepłym blaskiem słonecznym, pagórku, na którym stał ładny, mały, drewniany domek kryty strzechą. Była to baza wypadowa jej i Kaspra, który był jej przyjacielem, mimo iż ciągle się kłócili. Bazę tą zbudowali razem, własnoręcznie, więc patrząc na nią, była dumna, że udało jej się tego dokonać. Weszła do środka i tak jak się spodziewała, on tam siedział. Był ubrany tak jak zwykle, skurzana kurtka, pod nią lniana koszula, na nogach miał wełniane spodnie oraz buty z miękkiej skóry. Gdy usłyszał otwierane drzwi uniósł wzrok i uśmiechnął się na widok jej wkurzonej miny.
-O, a cóż cię tu sprowadza?-powiedział.
-Nie zaczynaj znowu.
-Ale co ja robię?
-Jesteś.
-Ouć, to bolało-powiedział-co się stało, że jesteś nie w sosie....Księżniczko?
Abi rzuciła mu spojrzenie spode łba.
-Ile razy ci mówiłam, żebyś tak na mnie nie mówił!
Kasper tylko wystawił język i się uśmiechnął. Uwielbiał się z nią droczyć. Nie była jak każda inna dziewczyna z tego wymiaru. Każda, którą spotkał marzyła, by zwrócił na nią uwagę i choć raz nazwał księżniczką. Ale Abi taka nie była, ona nienawidziła, kiedy ją tak nazywał i przez to miała jeszcze gorszy humor.
-No to co? idziemy na polowanie...
- Idziemy, ale jeszcze raz nazwiesz mnie księżniczką, to przez przypadek przestrzelę cię strzałą-przerwała mu.
-Spokojnie , bez agresji! - powiedział uśmiechając się szeroko-Duchy czy demony?-spytał, zmieniając temat.
-Demony, mają lepsze artefakty.
-Racja, no to w drogę!-powiedział wstając, zabierając łuk i miecz, z którym się nie rozstawał. Abi miała przy sobie tylko łuk, zatrute strzały oraz sakse i mniejszy nóż do rzucania. Nie używała mieczy. Twierdziła, że są nieporęczne i tylko zawadzają.
Razem wyszli z domku i skierowali się w stronę lasu, który pozostawał tak samo ciemny niezależnie od pory dnia. Gdy tylko do niego weszli zrobiło się zimniej. Była to oznaka, że ten teren jest zamieszkany przez istoty nie do końca cielesne, takie jak duchy , czy demony, które były tak naprawdę niczym innym niż uwięzionymi duszami bardzo złych ludzi, którzy byli obarczeni klątwą wiecznego cierpienia. demony były bardzo agresywne i całkiem potężne, także samemu lepiej nie walczyć z nimi. Kamień snów w naszyjniku Abigail zaczął delikatnie pulsować, więc powiedziała do Kaspra szeptem:
-Są niedaleko
Ten tylko skinął głową. Nie chciał nic mówić i ryzykować że demony go usłyszą, miały bowiem doskonały słuch. Szli dalej skradając się, gdy nagle usłyszeli świst powietrza tuż za nimi. Abi odwróciła się z naciągniętą strzałą na cięciwie, by namierzyć demona. Nie było to łatwe, gdyż jego sylwetka prawie nie odróżniała się od otoczenia. Jedynym dobrze widocznym elementem były jego duże czerwone oczy, doskonale odróżniające się od otoczenia. Abigail w mgnieniu oka wycelowała i strzeliła , lecz demon był szybszy i uniknął pocisku, z krzykiem, który mroził krew w żyłach, rzucił się na nich. W tedy Kasper, korzystając z tego, że potwór skupił całą swoją uwagę na jego towarzyszce, doskoczył do niego i ciął go, robiąc długą i głęboką szramę na jego plecach, z której po chwili zaczęła wyciekać zielona substancja. Abi w tym czasie zdążyła wyciągnąć mniejszy nóż i wbić między oczy szkarady. Potwór zawył , próbując wyciągnąć nóż, lecz w tedy Kasper dobił go mieczem. Demon rozsypał się w proch , zostawiając tylko nóż Abi, magiczne kamienie, którymi się żywił, oraz kupkę popiołu. Abigail podniosła wszystko i powiedziała do Kaspra:
-Bierzemy jeszcze jednego?
-Oczywiście...-umilkł pod ciskającym pioruny spojrzeniem Abi- przecież nic nie powiedziałem!
-Ale wiem, że miałeś zamiar!
 Ruszyli przed siebie brnąc głębiej w ciemny las. Po jakiś 200 metrach Kas pociągnął Abi w dół i wskazał coś przed nimi. Jakieś 20 metrów z przodu stał , a właściwie lewitował demon, którego udało im się dojrzeć tylko dlatego, że był odwrócony do nich bokiem. Łowcy, bo tak ich nazywano, po cichutku, nisko pochyleni nad ziemią zaczęli zmierzać w stronę potwora. Mieli nadzieję, że ich nie zobaczy. Gdy byli od niego 5 metrów ten nagle ryknął i zaczął pędzić w ich stronę.  Abi i Kasper odskoczyli od siebie i demon wyleciał, a właściwie przeleciał przez drzewo. Kas wyciągnął miecz i stanął w pozycji gotowej do ataku, Abigail zaś założyła strzałę na cięciwę, gotowa w każdej chwili wystrzelić zatruty pocisk. Niespodziewanie demon wyleciał z drzewa tuż obok niej i rzucił się na nią przewalając ją na ziemię. Otworzył paszcze, by wydać z siebie krzyk, który był morderczy dla ludzi, gdy zawył z bólu, bowiem Kas przebił go mieczem. Ale go nie tak łatwo było zabić, więc Abi, korzystając że miała trochę więcej swobody, gdy potwór próbował sięgnąć do miecza, który był wbity w jego plecy, wyciągnęła swój mniejszy nóż i przecięła mu głowę w na pół. Z rany trysnęła zielona ciecz wprost na Abigail która zasłoniła twarz rękami . Po chwili demon był już tylko kupką popiołu. Kasper pomógł przyjaciółce wstać i razem wrócili do domku, gdzie opatrzył jej poparzone dłonie, ponieważ krew demonów wywoływała poparzenia. Po ogarnięciu rąk Abi, rozdzielili łupy i Heart wróciła teleportem do domu.
 
********************
 
  O Abigail nie można było powiedzieć, że się nie uczy. Mimo iż nie chodziła do jakiejś nie wiadomo jak wyrafinowanej szkoły, to miała najlepsze oceny w klasie, ba nawet w całej szkole. Wiele osób się zastanawiało jak to możliwe, ponieważ miała reputacje buntowniczki. Ale tak już było. Podnosiła średnią całej szkoły, ale mimo to nie była ulubienicą nauczycieli. Wiele razy zostawała po szkole za "głupie" odzywki do nauczycieli. Zazwyczaj na lekcjach przemawiała jej buntownicza natura i kwestionowała ich wypowiedzi . Nie była w szkole zbyt lubiana tez przez uczniów, zwłaszcza przez Mathilde, blondwłosą pannę, która miała pieniądze i całkiem dobre oceny, ale czasem zapominała, że mózgu nie można kupić, tak przynajmniej uważała Abi.  Tak więc pewnego dnia, gdy po szkole surfowała po sieci przyszedł do niej mail.
 Gdy go przeczytała otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Było tam napisane, iż centrum Palentir, najlepsza szkoła, dostała jej namiary od nauczyciela angielskiego, który podesłał im jej wyniki, a oni byliby zaszczyceni, gdyby ktoś taki uczęszczał do ich szkoły. Mało osób dostawało się do niej, więc do była dla niej wielka okazja. Po chwili namysłu odpowiedziała na maila, że oczywiście z przyjemnością przyjmie propozycje uczęszczania do tej ekskluzywnej szkoły itp. itd. Po wysłaniu maila przeteleportowała się do innego wymiaru. Ostatni raz była tam 2 dni temu.
 Gdy weszła do domku nikogo w nim nie zastała, usiadła więc na krześle i czekała na Kaspra, który wszedł do domku pół godziny później. Zamarł, widząc ją, następnie pytając:
-O, a co księżniczka tutaj robi?
-Nie zaczynaj.
-Dobra, ale trudno nie zauważyć, że jesteś w dobrym humorze, a ja bardzo chciałbym się dowiedzieć, co go spowodowało. No i oczywiście muszę spytać jak tam ręce?
-A, już dobrze, poparzenia już zeszły. Ale wracając do tematu. Wyobraź sobie, że mam szansę dostać się do ekskluzywnej szkoły, do której dostaje się niewiele osób!!
-Szkoły...? Ah tak, ciągle zapominam, że ty nie jesteś z tego wymiaru.
-Tak! Wyobrażasz to sobie!?
-Hmm.. pomyślmy, tak, to było bardzo prawdopodobne. Jak się nazywa ta szkoła?
-Palentir.
Twarz Kaspra spochmurniała.
- Pamiętasz tych , co w zeszłym roku się tu panoszyli?
- Tych w wymyślnych strojach? Tak, pamiętam. Co z nimi?
- Śledziłem ich przez jakiś czas i podsłuchałem kawałek rozmowy, w którym mówili, że ta wyprawa jest owocna dla Palentir.
- Oni byli stamtąd?!
- Na to wygląda.
 Abi spochmurniała. Taka dobra szkoła i takie złe rzeczy? Nie mieściło się jej to w głowie.
-Muszę już iść-powiedziała i się przeteleportowała do swojego domu. Zobaczyła , że ma nowego maila a także, że zostawiła włączony komputer...Zresztą nie ważne. Treść maila była jasna, miała napisać egzamin, z którym poradziła sobie wyśmienicie i nazajutrz już miała jechać. Szybko się spakowała i poszła spać. Rano, jak wstała szybko zjadła śniadanie i pojechała autobusem do centrum Palentir. Jechała około 12 godzin i była zmęczona, ale musiała pójść do biura pana Thiela, by poinformować go o swoim przybyciu. Zapukała do jego drzwi i po chwili słysząc ciche "Proszę" weszła do środka.
-Ah, panienka Abigail, tak?
-Tak, to ja
Thiel skinął głową.
-Dobrze, tu masz rozkład zajęć a tu klucz do pokoju. Poszukaj Jareda, i przekaż mu , że ma cię oprowadzić po centrum.
-Tak jest, do widzenia.
-do widzenia.
Abigail wyszła i skierowała się do swojego pokoju, którego szukała przez 15 minut, ale to nie ważne. Gdy weszła do pokoju od razu w oczy  rzuciły jej się dwa łóżka. Czyli będę miała współlokatorkę. Wspaniale!-pomyślała, otworzyła jedną szafę i zaczęła się rozpakowywać. Gdy już skończyła, poszła do łazienki, która była za drzwiami ,by się odświeżyć. Napuściła do wanny gorącej wody i spędziła w niej bez mała godzinę. W końcu stwierdziła, że czas poszukać Jareda i wyszła z wanny. Ubrała się w czarną koszulkę z yin yang, jasnoszare spodnie i białe, ciężkie buty. Wyszła ze swojego pokoju i poszła go poszukać. Znalazła go przy lądowisku helikoptera.
-Hej, to ty jesteś Jared?
-Tak, co ja, w czym mogę ci pomóc?
-Pan Thiel powiedział, że...
-Mam cię oprowadzić?-przerwał jej.
-Tak.
-W takim razie zapraszam z mną, o, skoro jeszcze tutaj jesteśmy to muszę ci powiedzieć, że na tym lądowisku ląduje prywatny helikopter nijakiego Jamesa.
-Tego playboja?
- Tak , dokładnie tego- zaśmiał się na określenie, jakiego użyła, a Abi pomyślała, ze ma całkiem ładny śmiech- dobrze teraz chodź, pokaże ci gdzie jest biblioteka.
I tak w ciągu dwóch godzin Abigail zwiedziła całe centrum Palentir. Jared dosyć szczegółowo opowiadał o każdym miejscu, z czego była bardzo zadowolona. Zawsze chciała dowiedzieć się jak najwięcej o miejscu w którym miała być. Po zakończeniu zwiedzania wróciła do pokoju.
 Dwa dni później było przywitanie i różne takie rzeczy. Po trzech godzinach nudnego wygłaszania regulaminu i gadaniu o rzeczach, które jej nie interesowały w końcu mogła wrócić do pokoju. I tak zwinęła się szybciej niż reszta, tam był zdecydowanie za duży tłum, jak dla niej. Z westchnieniem upadła na swoje łóżko, założyła słuchawki i odpłynęła w świat jej wyobraźni. Po jakimś czasie usłyszała otwierane drzwi. Współlokatorka?-pomyślała po czym otworzyła oczy i zdjęła słuchawki z uszu. W drzwiach stała jasnowłosa dziewczyna.


środa, 6 lipca 2016

♢ To nie ironia. Po prostu nikt cię nie lubi. ♢



gif: tumblr

Hej wam wszystkim! Jestem Natalia i będę tutaj o tym, co wymyśliłam dla mojej bohaterki - Violet. Od razu mówię, że moja postać jest specyficzna, ale co poradzić, takie rozpieszczone, wredne i irytujące atencyjce dzi*ki lubię najbardziej w książkach/filmach, mimo że w normalnym życiu najchętniej rozszarpałabym takie na miejscu. Mam nadzieję, że przekonacie się do Violet. Wspomnę jeszcze, że lubię się rozpisywać, więc moje posty będą delikatnie ujmując - długie. 
Przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne/interpunkcyjne/stylistyczne, wciąż się uczę!

♢ To nie ironia. Po prostu nikt cię nie lubi. ♢

  Violet dokładnie przyjrzała się koleżance. Miała spięte, mysie włosy o średniej długości. Niewielkie, czekoladowe oczy oraz klika piegów na nosie. Idealnie. Wyglądała niesamowicie przeciętnie.
   Violet udała się na drugą stronę swojego wielkiego pokoju. Otworzyła szafę i wyjęła z niej pomarańczową, koktajlową sukienkę.
- Ubierzesz to - zadecydowała, dziewczyna kiwnęła głową - Nie zapomnij o tym - wskazała na czarną wstążkę z pięcioma białymi kreskami, którą nosiła na nadgarstku - Jako przyjaciółki powinnyśmy lubić ten sam zespół, Becca.
- Mam na imię Betty - wtrąciła dziewczyna.
Violet wywróciła oczami.
- A czy to ważne? - spytała od niechcenia, Betty otworzyła usta, jednak wyprzedziła ją blondynka - Lepiej powiedz, jaka piosenka przypomina nam o naszych nieziemskich wakacjach w Maroku...
- Eee... "18"?
- Nie, głupku! - skomentowała - Masz naprawdę słabą pamięć... - zachichotała, widząc zezłoszczone świetliki w czekoladowych oczach koleżanki, Violet uśmiechnęła się do niej, udając, że nie rozumie powodu jej zdenerwowania.
  Dźwięk otwierających się drzwi zainteresował blondynkę, dlatego jej oczy pobiegły za ich odgłosem. W wejściu stała wysoka kobieta. Miała solarnianią opaleniznę i długie, platynowe włosy. Świetnie wyglądała w szpilkach i pudrowym, dopasowanym żakiecie.
- Mamo! - rzekła Violet na widok kobiety - Co cię tutaj sprowadza?
- Widzę, że świetnie się bawicie! - odpowiedziała kobieta ze śnieżnobiałym, przyklejonym do twarzy uśmiechem - Nie chcę wam przeszkadzać, ale... Woodstone'owie i ich syn przybędą za godzinę - powiedziała tajemniczo, po czym wyszła z pokoju. 
Violet uśmiechnęła się pod nosem.
- Wyjdź - rzekła donośnie.
- Czemu? - spytała zdziwiona Betty.
- Bo tak mówię - wysyczała.
   Zdezorientowana Betty po dłuższym namyśle postanowiła opuścić pokój. Nie znała Violet zbyt długo, ale dość szybko odkryła jej zamienność nastroju. Wiedziała do czego była zdolna. Teraz rozumiała, dlaczego blondynka siedziała sama na przerwach. Mimo wspaniałej obstawy, jaką jest pochodzenie ze znanej rodziny inwestorów i nienaganny, przyjazny wygląd (co, nie oszukujmy się, robi świetne pierwsze wrażenie), ludzi zawsze odstraszał jej charakter. Violet była typem człowieka, z którym trudno było wytrzymać pięć minut bez dostania nerwicy.
  Blondynka usiadła przy toaletce. Wzięła do ręki szczotkę i rozczesała długie, platynowe włosy. Uwielbiała o nie dbać, miała na ich punkcie lekką obsesję. Wierzyła, że inne osoby ich jej zazdroszczą, mimo, że nie mówiły o tym głośno...
Czuła, że jemu również się podobały, tak samo jak jej, jego jasnozielone oczy. Tak, każdy z nich miał coś, przez co drugiemu trudno było się skupić. Jakby robili to naumyślne. Violet uśmiechnęła się pod nosem myśląc o tym.
  Relacja jaka łączyła ją z Kevinem Woodstonem, synem najlepszych przyjaciół jej rodziców, była specyficzna. Bardzo specyficzna. Jednocześnie nienawidzili siebie, czuli do siebie odrazę oraz irytację, jak i niesamowicie się intrygowali, chcieli pokazać swoją wyższość, zostać przez siebie zauważonym. 
Nazywali to "grą". Każdy z nich na comiesięcznym spotkaniu, organizowanym przez ich rodziców, pokazywali swoje dokonanie. Zaczynali od rzeczy najprostszych, np. średniej ocen. Potem przechodzili do chwalenia się swoim życiem społecznym, np. liczbą znajomych na Facebooku lub relacją z imprezy, na którą zostali zaproszeni. Nie mieli zahamowań. W pamięci Violet ciągle pozostawało spotkanie z zeszłorocznego października, na którym Kevin dokładnie opisywał stosunek z najpopularniejszą dziewczyną w jego okolicy. Pokazywał nawet zdjęcia. Mogli posunąć się do wszystkiego, aby tylko pokazać, że są lepsi.
  Violet zaplanowała coś ciekawego na dzisiejsze spotkanie. Dopięła wszelkich starań, aby wyszło jak najlepiej. Wiedziała, że wszystko wyjdzie jak najlepiej.
Wstała od toaletki. Podeszła do szafy i wyjęła z niej zwiewną, błękitną sukienkę. Kevin nie raz wspominał, że uwielbia dziewczyny w tym kolorze.

********************

  - Kevin! - wykrzyknęła z przesadzonym entuzjazmem. Stała na schodach uśmiechając się szeroko. Uśmiech zbladł z jej twarzy, kiedy przyjrzała się gościowi.
- Sic! - pomyślała w myślach - Dlaczego dzisiaj jego oczy były bardziej zielone niż zwykle?
Był ubrany w białą, dopasowaną koszulę. Zwykle Violet nie podobały się koszule na chłopcach, jednak Kevin wyglądał w niej zadziwiająco dobrze. On w ogóle wyglądał dobrze. O wiele za dobrze. Nie tak, jak blondynka życzyła największemu wrogowi, a przecież takowym był. Niesamowicie irytowała ją jego idealność, przez nią nie potrafiła dostrzec jego wad, których, według niej, miał wiele. Na szczęście Kevin otworzył usta i przemówił denerwującym, głębokim głosem.
- Ach, to ty - rzekł od niechcenia. Boże. On ją tak nieziemsko irytował. 
Violet, nie zważając na ton jego głosu, podeszła do niego zgrabnym krokiem. Tak łatwo nie wyprowadzi jej z równowagi.
- Ja również cieszę się na twój widok. Niezmiernie. - powiedziała powoli, akcentując ostatnie zdanie. Kevin uśmiechnął się na jej słowa. Miał tak cholernie ładny uśmiech. - Proszę, chodź ze mną do salonu.
Chłopak skinął głową. Szli w milczeniu wypełnionym niemiłą atmosferą. Violet zauważyła, że Kevin co jakiś czas spogląda na jej błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się zwycięsko.
  - To tutaj - rozłożyła ręce. Ich oczom ukazało się wielkie pomieszczenie utrzymane w pastelowych kolorach. Było w nim kilka kanap. Przy na przeciwnych ścianach stały regały wypełnione po brzegi książkami. Z lewej strony znajdowało się pianino i kominek.  
- Mówisz, jakbym był tutaj pierwszy raz - skomentował. 
Violet przegryzła wargę.
- Po prostu wiem, że masz słabą pamięć - udała chichot.
- Dziękuje za troskę - odpowiedział z sarkazmem - Przez tą moją słabą pamięć przez przypadek zdobyłem 100% na testach akademicki z biologii i historii...
Violet uśmiechnęła się pod nosem. Więc zaczęli "grę".
- Ja też je przechodziłam, dostałam nawet rekomendacje od jednego z profesorów...- powiedziała, jakby nie było to nic specjalnego.
- Mówisz o testach z pierwszego roku, tak? - zapytał Kevin z udawanym zaciekawieniem - Ja też dostałem kilka rekomendacji. Jednakże, jak mówiłem o egzaminach z czwartego...
- Ja również miałam je na myśli! - poprawiła go Violet. Tak naprawdę nie widziała o czym mówi.
- To zadziwiające, patrząc na to, że do tych testów profesorowie nie mieli wglądu... - powiedział chicho. Kurczę, miał ją.
- Dla mnie zrobili specjalny wyjątek! - powiedziała jakieś kłamstwo na poczekaniu...
- A więc zostałaś wybrana? - rzekł z podziwem chłopak. Violet szerzej otworzyła oczy. Trafiła, ha! Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Niech wie, że jest od niego lepsza - Ja też - skończył, blondynka pobladła. Dlaczego musiał być tak irytująco idealny?
- Nie wiem, jak z tobą - zaczęła - Ale ja zostałam zaproszona na specjalną rozmowę w gabinecie i przechadzkę po kampusie...
- Nie zostałaś zaproszona na przyjęcie? - zdziwił się Kevin, Violet popatrzyła się na niego z irytacją. Jakie. Znowu. Przyjęcie?! - Profesorowie zapraszali wszystkich najlepszych zdających... 
- Oczywiście, że byłam na przyjęciu! - skomentowała.
- To bardzo ciekawe. - powiedział, uśmiechając się tajemniczo. Co on znowu kombinował?
   Violet chciała coś powiedzieć, jednak przeszkodziła jej jej mama, która weszła do salonu.
- Och tutaj jesteście! - rzekła - Violet, ta miła dziewczyna, które do ciebie przyszła błąka się po domu.... To jakaś zabawa?
- Egh... - westchnęła blondynka - Nie mamo, po prostu powiedz jej, żeby przyszła...
  Kiedy mama zniknęła w korytarzu, Kevin zaśmiał się chicho.
- Miła dziewczyna? - skomentował - Kto to? Twoja nowa służąca?
- Nie, moja przyjaciółka - powiedziała donośnie.
- Przyjaciółka? Przecież ty nie masz przyjaciół, jesteś zbyt wredna.
- Może po prostu mnie nie znasz...
- Uwierz znam, aż za dobrze - powiedział, uśmiechając się wymownie. Violet westchnęła głośno. Był tak irytujący.
   Po paru minutach do salonu weszła Betty. Była ubrana w sukienkę wybraną przez Violet.
- Tutaj jesteś! - powiedziała blondynka przyjaznym głosem - Chodź, siadaj - wskazała na miejsce obok siebie. Kiedy Betty usiadła w wyznaczonym miejscu na kanapie, Violet szepnęła jej na ucho.
- Ten naprzeciwko to Kevin. Opowiadałam ci o nim, wiesz, co masz robić... - szatynka pokiwała głową.
- To jest Betty - blondynka pokazała na koleżankę - Moja przyjaciółka.
- Interesujące - rzekł Kevin - To niezwykłe, że Violet znalazła sobie osobę, która wytrzymuję z nią dłużej niż minutę...
- Ty też z nią wytrzymujesz - zauważyła Betty.
- Jestem wyjątkiem - wyjaśnił - Znamy się od dzieciństwa. Wiesz, że kiedy miała pięć lat myślała, że jesteśmy kuzynami? Wtedy powiedziała, żebym poszedł się z nią kąpać, bo przecież rodzina nie ma przed sobą żadnych tajemnic...
- Przestań! - ucięła Violet, nieudolnie starała się ukryć rumieńce.
- No co? Przecież przyjaciółki powinny wiedzieć o sobie wszystko!
- Wiemy dużo...
- Na przykład?
- Violet ma rosyjskie korzenie -  powiedziała Betty.
- To nie jest trudne - skomentował - Wystarczy usłyszeć jej nazwisko, które nie jest utajnioną informacją - uznał olewającym tonem.
- Ma alergię na kocią sierść - brnęła dalej szatynka. Violet zdziwiła jej upartość. Jak można tak zaciekle stawać się za człowiekiem, który nie jest nawet w stanie zapamiętać twojego imienia?
- No - pokiwał głową Kevin - Co jeszcze?
- W wieku 7 lat złamała sobie nogę.
- Wiem, sam się do tego przyczyniłem - spojrzał wymownie na Violet. Uśmiechnęła się ze złością. Ach, wyjazd zimowy do Alp. Prawie o tym zapomniała. To dlatego zostaje w domu, kiedy jej rodzice wyjeżdżają z Woodstone'ami na wakacje. Kiedy usłyszała śmiech Betty, zbeształa ją wzrokiem. - Dobra, wiesz coś o niej - odezwał się - Teraz ty - popatrzył się na blondynkę.
- Ja...co?
- Co o niej wiesz - wyjaśnił - Przecież nie ma czegoś takiego jak przyjaźń jednostronna... - Violet spojrzała na Kevina. On przeczuwał, że one udają. - No to... kiedy ma urodziny?
Blondynka opuściła głowę. Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć tak prostej informacji? Może, dlatego, że nigdy o nią nie pytała. Nie sądziła, aby te fakty byłby jakkolwiek potrzebne, aby wygrać "grę". Była nie rozsądna...
- 7 listopada - powiedziała losową datę. Popatrzyła się na Betty. Miała nadzieję, że skłamie odnośnie daty urodzin.
- Prawda - powiedziała po długim rozmyślaniu szatynka, Violet odetchnęła z ulgą.
Spojrzała w jasnozielone oczy Kevina. Nie mogła odczytać z nich żadnych emocji.
Westchnął.
  - Ile?
- Ile co? - zapytała zdziwiona Violet.
- Ile jej zapłaciłaś?
Blondynka czuła się sparaliżowana, jakby dotknął ją piorun. Jakim cudem się dowiedział?!
- Ja nie płacę, aby mieć przyjaciół! - kłamała w żywe oczy. - Jej urodziny naprawdę są 7 listopada! Przecież to potwierdziła!
- Tak? - spytał z ironią - To dlaczego na Facebooku, napisała, że są 12 lipca? 
- Skąd do cholery wciągnąłeś...?! - wzburzyła się lekko wybita z tropu Violet jednocześnie wstając z kanapy.
- Cii... - powiedział Kevin przykładając palec do ust. - Spokojnie, Violet, przecież mogę kłamać, nie? Ty powinnaś wiedzieć lepiej, w końcu jesteś jej przyjaciółką... - rzekł niesamowicie sztucznym tonem, uśmiechając się od ucha do ucha.
Teraz Violet uporczywie wpatrywała się w szatynkę. Nie mogła uwierzyć, że jej honor będzie zależeć od daty urodzin jednego z 7 miliardów ludzi na planecie. 
- To dzień urodzin mojej kuzynki. Kiedyś razem zakładałyśmy konto i zapomniałam zmienić daty... - skłamała Betty.
- Więc dlaczego świętowałaś urodziny swojej kuzynki? - zapytał - Obóz w Mediolanie, pamiętasz?
- Wiedziałam, że skądś cię znam... - odparła cicho...
- Ale o co chodzi? - zapytała zdezorientowana Violet.
- W zeszłe wakacje byliśmy na tym samym obozie. 12 lipca obchodziła swoje urodziny, no wiesz dmuchała świeczki z tortu, wypowiadała życzenie... Chyba takich rzeczy nie robi znajomy jubilata, prawda?
Violet westchnęła głośno. Czemu on wiedział wszytko?! Czuła upokorzenie i zapach porażki.
- Więc ile?
- 100. - powiedziała z opuszczoną głową.
- Dużo - skomentował - To chyba wszystko - podniósł się z kanapy - Wygrałem dzisiejszą "grę".
Po tych słowach opuścił pomieszczenie.

********************

  Reszta dnia w towarzystwie Woodstonów przeminęła Violet nadzwyczaj powoli. Jakby nawet sam świat chciał, aby poczuła się źle. A trudno było się tak nie czuć napotykając, co parę sekund, triumfalne spojrzenie Kevina. Tak bardzo go nienawidziła. Kiedy słyszała jak rozmawia z jej rodzicami, a oni śmieją się z jego żartów ogarniał ją wstręt. Czemu oni nie widzą jego okropieństwa? Dlaczego powtarzają "powinnaś być taka jak Kevin"? 
 W czasie kolacji doliczyła się kolejnych stu wad u chłopaka. Jednak czemu dzisiaj czuła, że nie mają one znaczenia? Przecież zawsze czuła się lepiej na duchu kiedy wymyślała kolejne... Dlaczego nie teraz, kiedy ogarniały ją potworne myśli? Czy i z jakiego powodu świat się na nią uwziął? 
- Kochanie? - usłyszała głos swojego taty - Coś się stało?
- Nie, nic takiego - skłamała.
Przez kolejne parę minut bawiła się jedzeniem. Przy okazji przysłuchiwała się rozmowom. 
- Słyszałam, że zmieniłeś szkołę? - spytała mama Violet. Blondynka w odpowiedzi usłyszała głos Kevina.
- Tak, już od paru miesięcy. To niezwykłe uczucie mieszkać w internacie.
Ukradkiem zdziwiona popatrzyła na chłopaka. Nie wspominał, że zmienił szkołę. Dlaczego się tym nie chwalił? Jeśli mieszkał w internacie, to znaczy, że rodzice traktowali go jako dorosłego, a przynajmniej samodzielnego. Z tym czymś, bez trudności wygrałby "grę" . 
- Kevin z łatwością zdał wszystkie egzaminy, mimo, że były na poziomie uniwersyteckim - odezwał się jego tata - Trochę obawiałem się, aby tam poszedł, zważając, że szkoła jest w Afryce, ale radzi sobie nadzwyczaj świetnie...
Elitarna szkoła z internatem na innym kontynencie? O co tu chodzi? Przecież to był idealna rzecz do chwalenia!
  - O jaką szkołę chodzi? - zapytała z wyraźnym zaciekawieniem Violet, wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
- O Centrum Palentir - odpowiedziała powoli mama Kevina.
- Nie słyszałam.
- To nowa szkoła, przyjmuje tylko najlepszych uczniów - wyjaśnił Kevin - Na twoim miejscu bym nad nią nie myślał, jesteś zbyt głupiutka, aby rozwiązać testy - powiedział z udawaną troską. Violet uśmiechnęła się kwaśno.
Rozmowy zeszły na inny temat. Blondynka dalej patrzyła się w talerz. Wszystko wróciło by do tego samego, gdyby nie spotkanie jasnozielonych oczu, które przypatrywały się Violet z zainteresowaniem.
  - Mogę ci zadać pytanie? - zapytał retorycznie Kevin, nie czekał na odpowiedź i od razu przemówił - Dlaczego jej zapłaciłaś?
- Inaczej nie mogłabym wygrać dzisiejszej "gry"
- I tak ją wygrałam...
- Przez twoje sztuczki! Normalny człowiek dałby się nabrać...
- Sugerujesz, że jestem nienormalny?
- Tak, nienormalnie irytujący - warknęła.
- Jesteś za wredna, nigdy nie znajdziesz przyjaciół - ocenił.
- Znajdę, jeśli odpowiednio się postaram...
- "Starając się" masz namyśli szastanie kasą? - spytał. W pytaniu nie byłoby nic niezwykłego, ot co zwykłe docinki, jednak Violet rozmyślała nad nim mocno. Analizowała każde słowo. Po chwili odpowiedziała.
- Jeśli będzie wymagała tego sytuacja...
- Naprawdę skończysz sama - pokręcił głową.
- Jesteś wredny - wyszło z jej ust mimowolnie.
- To nie ironia. Po prostu nikt cię nie lubi - dopowiedział i wypił napój w kieliszku. Violet przez chwile obserwowała jego ruchy. Jego słowa niesamowicie ją zdenerwowały. Przecież to była nieprawda. Chciała wymyślić coś, przez co mu dopiecze. Nagle wpadła na pomysł. 
- Kevin, dlaczego nie powiedziałeś mi, że zmieniłeś szkołę? - spytała udając, że ją to nie interesuje.
- Bo nie chciałem żebyś wiedziała, tylko zepsułabyś moje wspomnienia o niej - rzekł od niechcenia. Violet uśmiechnęła się zwycięsko. Mam cię - pomyślała.
  - Mamo? - zwróciła się do rodzicielki. Ani przez chwilę nie myślała o konsekwencjach, w co się pakuje ani o tym, że ta decyzja może zmienić jej wygodne życie - Będę aplikować do Centrum Palentir.
Usłyszała jak Kevin zadławił się jedzeniem przez co zaczął nerwowo kasłać. Posłała mu triumfalne spojrzenie. Teraz zacznie się prawdziwa "gra".