gif: tumblr
Hej wam wszystkim! Jestem Natalia i będę tutaj o tym, co wymyśliłam dla mojej bohaterki - Violet. Od razu mówię, że moja postać jest specyficzna, ale co poradzić, takie rozpieszczone, wredne i irytujące atencyjce dzi*ki lubię najbardziej w książkach/filmach, mimo że w normalnym życiu najchętniej rozszarpałabym takie na miejscu. Mam nadzieję, że przekonacie się do Violet. Wspomnę jeszcze, że lubię się rozpisywać, więc moje posty będą delikatnie ujmując - długie.
Przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne/interpunkcyjne/stylistyczne, wciąż się uczę!
♢ To nie ironia. Po prostu nikt cię nie lubi. ♢
Violet dokładnie przyjrzała się koleżance. Miała spięte, mysie włosy o średniej długości. Niewielkie, czekoladowe oczy oraz klika piegów na nosie. Idealnie. Wyglądała niesamowicie przeciętnie.
Violet udała się na drugą stronę swojego wielkiego pokoju. Otworzyła szafę i wyjęła z niej pomarańczową, koktajlową sukienkę.
- Ubierzesz to - zadecydowała, dziewczyna kiwnęła głową - Nie zapomnij o tym - wskazała na czarną wstążkę z pięcioma białymi kreskami, którą nosiła na nadgarstku - Jako przyjaciółki powinnyśmy lubić ten sam zespół, Becca.
- Mam na imię Betty - wtrąciła dziewczyna.
Violet wywróciła oczami.
- A czy to ważne? - spytała od niechcenia, Betty otworzyła usta, jednak wyprzedziła ją blondynka - Lepiej powiedz, jaka piosenka przypomina nam o naszych nieziemskich wakacjach w Maroku...
- Eee... "18"?
- Nie, głupku! - skomentowała - Masz naprawdę słabą pamięć... - zachichotała, widząc zezłoszczone świetliki w czekoladowych oczach koleżanki, Violet uśmiechnęła się do niej, udając, że nie rozumie powodu jej zdenerwowania.
Dźwięk otwierających się drzwi zainteresował blondynkę, dlatego jej oczy pobiegły za ich odgłosem. W wejściu stała wysoka kobieta. Miała solarnianią opaleniznę i długie, platynowe włosy. Świetnie wyglądała w szpilkach i pudrowym, dopasowanym żakiecie.
- Mamo! - rzekła Violet na widok kobiety - Co cię tutaj sprowadza?
- Widzę, że świetnie się bawicie! - odpowiedziała kobieta ze śnieżnobiałym, przyklejonym do twarzy uśmiechem - Nie chcę wam przeszkadzać, ale... Woodstone'owie i ich syn przybędą za godzinę - powiedziała tajemniczo, po czym wyszła z pokoju.
Violet uśmiechnęła się pod nosem.
- Wyjdź - rzekła donośnie.
- Czemu? - spytała zdziwiona Betty.
- Bo tak mówię - wysyczała.
Zdezorientowana Betty po dłuższym namyśle postanowiła opuścić pokój. Nie znała Violet zbyt długo, ale dość szybko odkryła jej zamienność nastroju. Wiedziała do czego była zdolna. Teraz rozumiała, dlaczego blondynka siedziała sama na przerwach. Mimo wspaniałej obstawy, jaką jest pochodzenie ze znanej rodziny inwestorów i nienaganny, przyjazny wygląd (co, nie oszukujmy się, robi świetne pierwsze wrażenie), ludzi zawsze odstraszał jej charakter. Violet była typem człowieka, z którym trudno było wytrzymać pięć minut bez dostania nerwicy.
Zdezorientowana Betty po dłuższym namyśle postanowiła opuścić pokój. Nie znała Violet zbyt długo, ale dość szybko odkryła jej zamienność nastroju. Wiedziała do czego była zdolna. Teraz rozumiała, dlaczego blondynka siedziała sama na przerwach. Mimo wspaniałej obstawy, jaką jest pochodzenie ze znanej rodziny inwestorów i nienaganny, przyjazny wygląd (co, nie oszukujmy się, robi świetne pierwsze wrażenie), ludzi zawsze odstraszał jej charakter. Violet była typem człowieka, z którym trudno było wytrzymać pięć minut bez dostania nerwicy.
Blondynka usiadła przy toaletce. Wzięła do ręki szczotkę i rozczesała długie, platynowe włosy. Uwielbiała o nie dbać, miała na ich punkcie lekką obsesję. Wierzyła, że inne osoby ich jej zazdroszczą, mimo, że nie mówiły o tym głośno...
Czuła, że jemu również się podobały, tak samo jak jej, jego jasnozielone oczy. Tak, każdy z nich miał coś, przez co drugiemu trudno było się skupić. Jakby robili to naumyślne. Violet uśmiechnęła się pod nosem myśląc o tym.
Relacja jaka łączyła ją z Kevinem Woodstonem, synem najlepszych przyjaciół jej rodziców, była specyficzna. Bardzo specyficzna. Jednocześnie nienawidzili siebie, czuli do siebie odrazę oraz irytację, jak i niesamowicie się intrygowali, chcieli pokazać swoją wyższość, zostać przez siebie zauważonym.
Nazywali to "grą". Każdy z nich na comiesięcznym spotkaniu, organizowanym przez ich rodziców, pokazywali swoje dokonanie. Zaczynali od rzeczy najprostszych, np. średniej ocen. Potem przechodzili do chwalenia się swoim życiem społecznym, np. liczbą znajomych na Facebooku lub relacją z imprezy, na którą zostali zaproszeni. Nie mieli zahamowań. W pamięci Violet ciągle pozostawało spotkanie z zeszłorocznego października, na którym Kevin dokładnie opisywał stosunek z najpopularniejszą dziewczyną w jego okolicy. Pokazywał nawet zdjęcia. Mogli posunąć się do wszystkiego, aby tylko pokazać, że są lepsi.
Violet zaplanowała coś ciekawego na dzisiejsze spotkanie. Dopięła wszelkich starań, aby wyszło jak najlepiej. Wiedziała, że wszystko wyjdzie jak najlepiej.
Wstała od toaletki. Podeszła do szafy i wyjęła z niej zwiewną, błękitną sukienkę. Kevin nie raz wspominał, że uwielbia dziewczyny w tym kolorze.
********************
- Kevin! - wykrzyknęła z przesadzonym entuzjazmem. Stała na schodach uśmiechając się szeroko. Uśmiech zbladł z jej twarzy, kiedy przyjrzała się gościowi.
- Sic! - pomyślała w myślach - Dlaczego dzisiaj jego oczy były bardziej zielone niż zwykle?
Był ubrany w białą, dopasowaną koszulę. Zwykle Violet nie podobały się koszule na chłopcach, jednak Kevin wyglądał w niej zadziwiająco dobrze. On w ogóle wyglądał dobrze. O wiele za dobrze. Nie tak, jak blondynka życzyła największemu wrogowi, a przecież takowym był. Niesamowicie irytowała ją jego idealność, przez nią nie potrafiła dostrzec jego wad, których, według niej, miał wiele. Na szczęście Kevin otworzył usta i przemówił denerwującym, głębokim głosem.
- Ach, to ty - rzekł od niechcenia. Boże. On ją tak nieziemsko irytował.
Violet, nie zważając na ton jego głosu, podeszła do niego zgrabnym krokiem. Tak łatwo nie wyprowadzi jej z równowagi.
- Ja również cieszę się na twój widok. Niezmiernie. - powiedziała powoli, akcentując ostatnie zdanie. Kevin uśmiechnął się na jej słowa. Miał tak cholernie ładny uśmiech. - Proszę, chodź ze mną do salonu.
Chłopak skinął głową. Szli w milczeniu wypełnionym niemiłą atmosferą. Violet zauważyła, że Kevin co jakiś czas spogląda na jej błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się zwycięsko.
- To tutaj - rozłożyła ręce. Ich oczom ukazało się wielkie pomieszczenie utrzymane w pastelowych kolorach. Było w nim kilka kanap. Przy na przeciwnych ścianach stały regały wypełnione po brzegi książkami. Z lewej strony znajdowało się pianino i kominek.
- Mówisz, jakbym był tutaj pierwszy raz - skomentował.
Violet przegryzła wargę.
- Po prostu wiem, że masz słabą pamięć - udała chichot.
- Dziękuje za troskę - odpowiedział z sarkazmem - Przez tą moją słabą pamięć przez przypadek zdobyłem 100% na testach akademicki z biologii i historii...
Violet uśmiechnęła się pod nosem. Więc zaczęli "grę".
- Ja też je przechodziłam, dostałam nawet rekomendacje od jednego z profesorów...- powiedziała, jakby nie było to nic specjalnego.
- Mówisz o testach z pierwszego roku, tak? - zapytał Kevin z udawanym zaciekawieniem - Ja też dostałem kilka rekomendacji. Jednakże, jak mówiłem o egzaminach z czwartego...
- Ja również miałam je na myśli! - poprawiła go Violet. Tak naprawdę nie widziała o czym mówi.
- To zadziwiające, patrząc na to, że do tych testów profesorowie nie mieli wglądu... - powiedział chicho. Kurczę, miał ją.
- Dla mnie zrobili specjalny wyjątek! - powiedziała jakieś kłamstwo na poczekaniu...
- A więc zostałaś wybrana? - rzekł z podziwem chłopak. Violet szerzej otworzyła oczy. Trafiła, ha! Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Niech wie, że jest od niego lepsza - Ja też - skończył, blondynka pobladła. Dlaczego musiał być tak irytująco idealny?
- Nie wiem, jak z tobą - zaczęła - Ale ja zostałam zaproszona na specjalną rozmowę w gabinecie i przechadzkę po kampusie...
- Nie zostałaś zaproszona na przyjęcie? - zdziwił się Kevin, Violet popatrzyła się na niego z irytacją. Jakie. Znowu. Przyjęcie?! - Profesorowie zapraszali wszystkich najlepszych zdających...
- Oczywiście, że byłam na przyjęciu! - skomentowała.
- To bardzo ciekawe. - powiedział, uśmiechając się tajemniczo. Co on znowu kombinował?
Violet chciała coś powiedzieć, jednak przeszkodziła jej jej mama, która weszła do salonu.
- Och tutaj jesteście! - rzekła - Violet, ta miła dziewczyna, które do ciebie przyszła błąka się po domu.... To jakaś zabawa?
- Egh... - westchnęła blondynka - Nie mamo, po prostu powiedz jej, żeby przyszła...
Kiedy mama zniknęła w korytarzu, Kevin zaśmiał się chicho.
- Miła dziewczyna? - skomentował - Kto to? Twoja nowa służąca?
- Nie, moja przyjaciółka - powiedziała donośnie.
- Przyjaciółka? Przecież ty nie masz przyjaciół, jesteś zbyt wredna.
- Może po prostu mnie nie znasz...
- Uwierz znam, aż za dobrze - powiedział, uśmiechając się wymownie. Violet westchnęła głośno. Był tak irytujący.
Po paru minutach do salonu weszła Betty. Była ubrana w sukienkę wybraną przez Violet.
- Tutaj jesteś! - powiedziała blondynka przyjaznym głosem - Chodź, siadaj - wskazała na miejsce obok siebie. Kiedy Betty usiadła w wyznaczonym miejscu na kanapie, Violet szepnęła jej na ucho.
- Ten naprzeciwko to Kevin. Opowiadałam ci o nim, wiesz, co masz robić... - szatynka pokiwała głową.
- To jest Betty - blondynka pokazała na koleżankę - Moja przyjaciółka.
- Interesujące - rzekł Kevin - To niezwykłe, że Violet znalazła sobie osobę, która wytrzymuję z nią dłużej niż minutę...
- Ty też z nią wytrzymujesz - zauważyła Betty.
- Jestem wyjątkiem - wyjaśnił - Znamy się od dzieciństwa. Wiesz, że kiedy miała pięć lat myślała, że jesteśmy kuzynami? Wtedy powiedziała, żebym poszedł się z nią kąpać, bo przecież rodzina nie ma przed sobą żadnych tajemnic...
- Przestań! - ucięła Violet, nieudolnie starała się ukryć rumieńce.
- No co? Przecież przyjaciółki powinny wiedzieć o sobie wszystko!
- Wiemy dużo...
- Na przykład?
- Violet ma rosyjskie korzenie - powiedziała Betty.
- To nie jest trudne - skomentował - Wystarczy usłyszeć jej nazwisko, które nie jest utajnioną informacją - uznał olewającym tonem.
- Ma alergię na kocią sierść - brnęła dalej szatynka. Violet zdziwiła jej upartość. Jak można tak zaciekle stawać się za człowiekiem, który nie jest nawet w stanie zapamiętać twojego imienia?
- No - pokiwał głową Kevin - Co jeszcze?
- W wieku 7 lat złamała sobie nogę.
- Wiem, sam się do tego przyczyniłem - spojrzał wymownie na Violet. Uśmiechnęła się ze złością. Ach, wyjazd zimowy do Alp. Prawie o tym zapomniała. To dlatego zostaje w domu, kiedy jej rodzice wyjeżdżają z Woodstone'ami na wakacje. Kiedy usłyszała śmiech Betty, zbeształa ją wzrokiem. - Dobra, wiesz coś o niej - odezwał się - Teraz ty - popatrzył się na blondynkę.
- Ja...co?
- Co o niej wiesz - wyjaśnił - Przecież nie ma czegoś takiego jak przyjaźń jednostronna... - Violet spojrzała na Kevina. On przeczuwał, że one udają. - No to... kiedy ma urodziny?
Blondynka opuściła głowę. Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć tak prostej informacji? Może, dlatego, że nigdy o nią nie pytała. Nie sądziła, aby te fakty byłby jakkolwiek potrzebne, aby wygrać "grę". Była nie rozsądna...
- 7 listopada - powiedziała losową datę. Popatrzyła się na Betty. Miała nadzieję, że skłamie odnośnie daty urodzin.
- Prawda - powiedziała po długim rozmyślaniu szatynka, Violet odetchnęła z ulgą.
Spojrzała w jasnozielone oczy Kevina. Nie mogła odczytać z nich żadnych emocji.
Westchnął.
Westchnął.
- Ile?
- Ile co? - zapytała zdziwiona Violet.
- Ile jej zapłaciłaś?
Blondynka czuła się sparaliżowana, jakby dotknął ją piorun. Jakim cudem się dowiedział?!
- Ja nie płacę, aby mieć przyjaciół! - kłamała w żywe oczy. - Jej urodziny naprawdę są 7 listopada! Przecież to potwierdziła!
- Tak? - spytał z ironią - To dlaczego na Facebooku, napisała, że są 12 lipca?
- Skąd do cholery wciągnąłeś...?! - wzburzyła się lekko wybita z tropu Violet jednocześnie wstając z kanapy.
- Cii... - powiedział Kevin przykładając palec do ust. - Spokojnie, Violet, przecież mogę kłamać, nie? Ty powinnaś wiedzieć lepiej, w końcu jesteś jej przyjaciółką... - rzekł niesamowicie sztucznym tonem, uśmiechając się od ucha do ucha.
Teraz Violet uporczywie wpatrywała się w szatynkę. Nie mogła uwierzyć, że jej honor będzie zależeć od daty urodzin jednego z 7 miliardów ludzi na planecie.
- Skąd do cholery wciągnąłeś...?! - wzburzyła się lekko wybita z tropu Violet jednocześnie wstając z kanapy.
- Cii... - powiedział Kevin przykładając palec do ust. - Spokojnie, Violet, przecież mogę kłamać, nie? Ty powinnaś wiedzieć lepiej, w końcu jesteś jej przyjaciółką... - rzekł niesamowicie sztucznym tonem, uśmiechając się od ucha do ucha.
Teraz Violet uporczywie wpatrywała się w szatynkę. Nie mogła uwierzyć, że jej honor będzie zależeć od daty urodzin jednego z 7 miliardów ludzi na planecie.
- To dzień urodzin mojej kuzynki. Kiedyś razem zakładałyśmy konto i zapomniałam zmienić daty... - skłamała Betty.
- Więc dlaczego świętowałaś urodziny swojej kuzynki? - zapytał - Obóz w Mediolanie, pamiętasz?
- Wiedziałam, że skądś cię znam... - odparła cicho...
- Ale o co chodzi? - zapytała zdezorientowana Violet.
- W zeszłe wakacje byliśmy na tym samym obozie. 12 lipca obchodziła swoje urodziny, no wiesz dmuchała świeczki z tortu, wypowiadała życzenie... Chyba takich rzeczy nie robi znajomy jubilata, prawda?
Violet westchnęła głośno. Czemu on wiedział wszytko?! Czuła upokorzenie i zapach porażki.
- Więc ile?
- 100. - powiedziała z opuszczoną głową.
- Dużo - skomentował - To chyba wszystko - podniósł się z kanapy - Wygrałem dzisiejszą "grę".
Po tych słowach opuścił pomieszczenie.
********************
Reszta dnia w towarzystwie Woodstonów przeminęła Violet nadzwyczaj powoli. Jakby nawet sam świat chciał, aby poczuła się źle. A trudno było się tak nie czuć napotykając, co parę sekund, triumfalne spojrzenie Kevina. Tak bardzo go nienawidziła. Kiedy słyszała jak rozmawia z jej rodzicami, a oni śmieją się z jego żartów ogarniał ją wstręt. Czemu oni nie widzą jego okropieństwa? Dlaczego powtarzają "powinnaś być taka jak Kevin"?
W czasie kolacji doliczyła się kolejnych stu wad u chłopaka. Jednak czemu dzisiaj czuła, że nie mają one znaczenia? Przecież zawsze czuła się lepiej na duchu kiedy wymyślała kolejne... Dlaczego nie teraz, kiedy ogarniały ją potworne myśli? Czy i z jakiego powodu świat się na nią uwziął?
- Kochanie? - usłyszała głos swojego taty - Coś się stało?
- Nie, nic takiego - skłamała.
Przez kolejne parę minut bawiła się jedzeniem. Przy okazji przysłuchiwała się rozmowom.
- Słyszałam, że zmieniłeś szkołę? - spytała mama Violet. Blondynka w odpowiedzi usłyszała głos Kevina.
- Tak, już od paru miesięcy. To niezwykłe uczucie mieszkać w internacie.
Ukradkiem zdziwiona popatrzyła na chłopaka. Nie wspominał, że zmienił szkołę. Dlaczego się tym nie chwalił? Jeśli mieszkał w internacie, to znaczy, że rodzice traktowali go jako dorosłego, a przynajmniej samodzielnego. Z tym czymś, bez trudności wygrałby "grę" .
- Kevin z łatwością zdał wszystkie egzaminy, mimo, że były na poziomie uniwersyteckim - odezwał się jego tata - Trochę obawiałem się, aby tam poszedł, zważając, że szkoła jest w Afryce, ale radzi sobie nadzwyczaj świetnie...
Elitarna szkoła z internatem na innym kontynencie? O co tu chodzi? Przecież to był idealna rzecz do chwalenia!
- O jaką szkołę chodzi? - zapytała z wyraźnym zaciekawieniem Violet, wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
- O Centrum Palentir - odpowiedziała powoli mama Kevina.
- Nie słyszałam.
- To nowa szkoła, przyjmuje tylko najlepszych uczniów - wyjaśnił Kevin - Na twoim miejscu bym nad nią nie myślał, jesteś zbyt głupiutka, aby rozwiązać testy - powiedział z udawaną troską. Violet uśmiechnęła się kwaśno.
Rozmowy zeszły na inny temat. Blondynka dalej patrzyła się w talerz. Wszystko wróciło by do tego samego, gdyby nie spotkanie jasnozielonych oczu, które przypatrywały się Violet z zainteresowaniem.
- Mogę ci zadać pytanie? - zapytał retorycznie Kevin, nie czekał na odpowiedź i od razu przemówił - Dlaczego jej zapłaciłaś?
- Inaczej nie mogłabym wygrać dzisiejszej "gry"
- I tak ją wygrałam...
- Przez twoje sztuczki! Normalny człowiek dałby się nabrać...
- Sugerujesz, że jestem nienormalny?
- Tak, nienormalnie irytujący - warknęła.
- Jesteś za wredna, nigdy nie znajdziesz przyjaciół - ocenił.
- Znajdę, jeśli odpowiednio się postaram...
- "Starając się" masz namyśli szastanie kasą? - spytał. W pytaniu nie byłoby nic niezwykłego, ot co zwykłe docinki, jednak Violet rozmyślała nad nim mocno. Analizowała każde słowo. Po chwili odpowiedziała.
- Jeśli będzie wymagała tego sytuacja...
- Naprawdę skończysz sama - pokręcił głową.
- Jesteś wredny - wyszło z jej ust mimowolnie.
- To nie ironia. Po prostu nikt cię nie lubi - dopowiedział i wypił napój w kieliszku. Violet przez chwile obserwowała jego ruchy. Jego słowa niesamowicie ją zdenerwowały. Przecież to była nieprawda. Chciała wymyślić coś, przez co mu dopiecze. Nagle wpadła na pomysł.
- Kevin, dlaczego nie powiedziałeś mi, że zmieniłeś szkołę? - spytała udając, że ją to nie interesuje.
- Bo nie chciałem żebyś wiedziała, tylko zepsułabyś moje wspomnienia o niej - rzekł od niechcenia. Violet uśmiechnęła się zwycięsko. Mam cię - pomyślała.
- Mamo? - zwróciła się do rodzicielki. Ani przez chwilę nie myślała o konsekwencjach, w co się pakuje ani o tym, że ta decyzja może zmienić jej wygodne życie - Będę aplikować do Centrum Palentir.
Usłyszała jak Kevin zadławił się jedzeniem przez co zaczął nerwowo kasłać. Posłała mu triumfalne spojrzenie. Teraz zacznie się prawdziwa "gra".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz