niedziela, 6 listopada 2016

♢ Kumple moich wrogów to moi przyszli najlepsi przyjaciele. ♢

gif: SyFowe forum, podejrzewam tumblr
[gif ilustrujący sposób w jaki myśli Violet, dokładniej;
Nataniel - Abigail
Kastiel - Violet
Kentin lub Lys - osoba, którą Violet, traktuje jako
przyszłego najlepszego przyjaciela 

Cześć i czołem wszystkim, którym ten blog do gustu przypadł!
Oto przed wami kolejny rozdział tego opka pełnego dramatycznych zwrotów akcji, nieoczekiwanych miłości.... Nie. Koniec tych bzdur. Zapraszam po prostu na kolejny rozdział Latających Limuzyn (autokorekta podpowiada sprzętów... Hm... Ciekawe...) nie przedłużając...
Ekipa Latających Limuzyn zaprasza do czytania :)
Czcionka się zepsuła na początku, sorry ;( Może jak mi się będzie chciało, przepiszę od nowa...

♢ Kumple moich wrogów to moi przyszli najlepsi przyjaciele ♢

 Ty!!! - krzyknęła Violet wchodząc do pokoju, wskazała palcem na współlokatorkę.
- No ja - odpowiedziała bez entuzjazmu, trochę urażona. Po nie odzywaniu się do siebie przez przeszło dwa dni, nagle jej się odwidziało i jedyne, co potrafiła powiedzieć to druga osoba liczby pojedynczej.
- Co robiłaś z Jamesem?! - wydyszała.
- Kopałam wykopaliska, a ty nie? - odpowiedziała zdawkowo. 
  Violet przewróciła oczami. Taa, kopała, choć wolała sobie o tym nie przypominać. Z dziwnego powodu wylądowała w parze z Kevinem. Praca z nim powinna być nagradzana wygraną w totka. Ciągle pamiętała jak narzekał na jej sposób odgarniania kurzu. Był przesadnym perfekcjonistą. Gdy Violet pod wpływem impulsu wyznała mu, że nie miała pojęcia, że Centrum Palentir zajmuje się wykopaliskami i wychowuje przyszłych archeologów, wyśmiał ją w twarz. Teraz miał powód, do żartów o niej. Świetnie.
  - Ale dlaczego cię wybrał? - ciągnęła dalej. Przecież wybiera tylko tych wyjątkowych. Przeszło się przez głowę. Nie chciało jej się myśleć, że Abigail mogła należeć do tego grona.
- Sama się go zapytaj....
Violet warknęła pod nosem. Chciała powiedzieć jakiś uszczypliwy komentarz w stronę współlokatorki, jednak (z trudem) powstrzymała się. Tworzenie wrogów nie pomoże w jej obecnej sytuacji. Zwłaszcza z Abigail. 
  Abigail słysząc, że jej współlokatorka w końcu się zamknęła, wyjęła pendrivea z laptopa, na którym pisała ową gazetkę i wyłączyła laptopa. Następnie, czując, że Violet odprowadza ją wzrokiem, wkurwionym wzrokiem, wyszła z pokoju. Skierowała się do biura Pana Thiela, by pokazać mu gazetkę i zdobyć pozwolenie na wydrukowanie. Chciała też, by nadał jej gazetce niezależność, czyli żeby mogła publikować ten "magazyn"  bez konsultacji z nim. Rozmyślając nad tym, jakie korzyści jej to przyniesie doszła do drzwi od biura Thiela. Zapukała i po chwili usłyszała ciche Proszę. Weszła więc do środka.
- Ach, Abigail, masz to wydanie gazetki?
- Tak, jest w tym pendrive. Nie wydrukowałam jej, ponieważ nie mam drukarki, a także szkoda na razie marnować papieru.
- Racja, w końcu nie powinno się ścinać tylu drzew - powiedział spoglądając na stos kartek papieru - No, pokarz, co tam napisałaś.
Pan Thiel odpalił swój komputer i po chwili zaczął czytać treść pendrivea. Chwilę później klasnął w dłonie.
- Pięknie, postarałaś się.
- Dziękuje, a chciałam się jeszcze Pana spytać, czy mogłabym uzyskać niezależność do mojej gazetki.
Thiel ściągnął brwi.
- Niezależność? - spytał.
-Nooo..że mogłabym nie konsultować z panem treści materiału do mojej gazetki. No wie Pan, taka gazetka tylko i wyłącznie dla uczniów.
-Ach, no w sumie, ja bym dodał do tego więcej etykiety, a ty sama wiesz lepiej, co jest lepsze dla młodzieży. Dobrze zgadzam się.

Uśmiech rozjaśnił twarz Abigail.
- Dziękuje Panu, naprawdę!!
- Dobrze, już dobrze, a teraz idź, mam dużo pracy.
- Do widzenia - powiedziała i wyszła, No dobrze pomyślała czas pozbierać trochę materiału. Miała dzisiaj szczęście, ponieważ niemal natychmiast natknęła się na Lou (tak miała na imię?), która ewidentnie się gdzieś spieszyła. Abi, która już miała w tym wprawę, skryta w cieniu, szła za nią. Śledzona osoba wyszła przez bramę, strażnicy nawet na nią nie zwrócili uwagi. Zrobiła kilka fotek, gdy przechodziła obok nich. Wiedziała doskonale, że jej wyście nie pójdzie tak łatwo. Spojrzała na ogrodzenie. Wysokie, ale da rade. Zwinnie, niczym kot, przeszła za owy płot i popędziła za Lou, ale tak, by ta jej nie zauważyła. Okazało się, że ta wsiadła do autobusu i usiadła na przodzie. Abi odetchnęła z ulgą. Martwiła się, że nie będzie miała jak dalej jej śledzić. Usiadła na tyłach autobusu i , oczywiście, obserwowała ją. Gdy ta wysiadała, Abigail dosłownie wyskoczyła z pojazdu i ukryła się za krzakami. Nie była widoczna, ale widziała wszystko doskonale. Po cichu podążała za hinduską, mając nadzieje, że ta nie wejdzie do żadnego budynku. Ale nie wyglądało na to. Według oceny Abi, zmierzała do parku. Nie myliła się. Lou po chwili weszła do pełnego kwiatów miejsca. Heart oczywiście podążyła za nią. Szły przez wiele zawiłych ścieżek, gdy nagle wyszły na szeroką polane, na której za chwile wylądował helikopter. Abigail wstrzymała oddech i lekko się cofnęła dalej w krzaki, gdy zobaczyła, kto wysiadł. James Palentir, we własnej osobie. Z prędkością światła wyciągnęła telefon i zaczęła strzelać fotki. Po godzinie James z powrotem wsiadł do helikoptera i odleciał, a hinduska zaczęła wracać do Centrum. Abigail została na swoim miejscu, już wiedziała, co a raczej kto, będzie bohaterem następnej gazetki. Tego się nie spodziewałam pomyślała.
- Dobra, czas wracać.
Wstała i pobiegła do centrum. Z buta droga zajęła jej nieco ponad godzinę. Wślizgnęła się na teren szkoły i spokojnym krokiem wróciła do pokoju. Wtedy zobaczyła to.
  Grupę, dokładnie ludzi z jej klasy, którzy jak gdyby nigdy nic siedzieli na podłodze. Cały czas śmiali się z czegoś podjadając przy tym chipsy; jak później zauważyła, przekąski, których sama nie zdążyła zjeść. Wśród nich znajdowała się Violet. Zawzięcie o czymś o opowiadała. Przegryzła wargę. No świetnie.
- Co tu się wyrabia? - powiedziała zezłoszczona.
- Och, Abi przyszłaś! - blondynka posłała wymuszony uśmiech w jej stronę - Zorganizowałam mały wieczorek zapoznawczy... nie wiem jak ty, ale ja wolę utrzymywać poprawne relacje moją klasą... - Abigail wywróciła oczami - Ups... zapomniałam ty gadasz tylko z ludźmi, którzy są ciebie godni...
Zdenerwowana kruczowłosa usiadła na łóżku. Przyglądała się sytuacji. Wśród nastolatków rozpoznała jedynie Mathilde, Maryline i tego bufona... nawet nie pamiętała jak miał na imię. Rzeczywiście zbytnio nie zagłębiała się w relacje ze swoją klasą. Nie coś, żeby jej to przeszkadzało. Wiedziała jedno; nie było tutaj Lou, czyli nic tu po niej. Założyła słuchawki na uszy.
  - Kto chcę zagrać w "prawda czy wyzwanie"!? - zapytała głośno Violet. W odpowiedzi usłyszała zadowolony krzyk. Spojrzała zwycięsko na zebraną grupkę. Niech Kevin zobaczy, że umie nawiązywać przyjaźnie. Właściwie aktualnie się temu przyglądał. Blondynka nie miała pojęcia, dlaczego przyszedł... 
Wszytko zaczęło się od tego, że chciała uściślić swoje relacje z dziewczynami, dlatego zaprosiła je do swojego pokoju. Okazało się, że wspomnianej rozmowie przysłuchiwał się Richard, który od razu wygadał wszystko Samowi. Akurat Violet nie miała nic przeciwko temu. Widząc go roześmianego, co chwilę poprawiającego swoje cudne, blond włosy coraz bardziej się w nim zadurzała. Tak, zadurzała. Blondyn prawdopodobnie przekazał to pozostałym kumplom, co mogli usłyszeć inni. I w ten oto sposób w pokoju 212 znaleźli się: Sam, Richard, Jared, Maryline, Mathilde, Kevin... i jakiś chłopak, którego Violet nie kojarzyła. Chyba miał na imię Charlie. Violet ze smutkiem zauważyła brak obecności Jamesa. Chociaż rozpowiadając o spotkaniu w sali wykładowej starała się mówić głośno. Miała cień nadziei, że przyjdzie. Myślała nawet, że długa nieobecność Abi jest spowodowana tym, że dziewczyna przekonywała go do przyjścia na imprezę... 
 - Prawda czy wyzwanie? - usłyszała w swoim kierunku ze strony Jareda.
- Hmm... prawda.
- Jaki jest twój najbardziej egoistyczny plan na przyszłość?

Blondynka zastanowiła się, po chwili odpowiedziała.
- Kumple moich wrogów staną się moimi najlepszymi przyjaciółmi. - posłała Abigail wymowne spojrzenie. Widząc, że dziewczyna na nie nie reaguję wywróciła oczami. 
  Zakręciła butelką. Pojemnik przez dłuższą chwilę kręcił się wokół własnej osi, aż w końcu się zatrzymał. Violet podniosła wzrok na wylosowaną osobę. Uśmiechnęła się triumfalnie. To był Kevin. Widząc jego niezadowoloną twarz jeszcze bardziej się rozpromieniła. Czy ktoś już wspominał, że uwielbiała kiedy cierpiał? Gra w "prawdę czy wyzwanie" była idealnym sposobem, aby poczuł jej zawiść. Miała go w garści. Nie ważne, co wybierze. Kevin doskonale o tym wiedział. Uśmiechnął się kwaśno.
- Wyzwanie - rzekł, blondynka popatrzyła na niego zdumiona. Widocznie idzie na całość.
- Nagi, zaśpiewaj na placu głównym "Firework" - powiedziała po chwili.
- Proste... robiłem to w zeszłym roku - w potwierdzeniu, dziewczyna otrzymała sześć kiwających głów.
- Nie myślałam, że ma takiego wielkiego pe... - rzekła cicho i niepewnie Maryline.
- Dobra, rozumiem - warknęła  Violet - W takim razie pocałuj wszystkie osoby w tym pomieszczeniu.
- Łączenie z tobą? - Kevin spojrzał na nią wymownie.
Blondynka z obrzydzeniem pokręciła głową.
- Nie! Musiałabym dezynfekować buzię przez cały miesiąc! - obruszyła się - Więc - popatrzyła się ukradkiem na współlokatorkę. Na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech - Rozkochaj w sobie Abigail.
- Kogo? - zapytał zdziwiony rozglądając się po pomieszczeniu. 
Violet wskazała dziewczynę siedzącą na łóżku.
  - Spoko, to będzie łatwe - wzruszył ramionami i usiadł obok kruczowłosej.
Abigail ledwie dostrzegalnie uśmiechnęła się z litością. On chyba nie zdaję sobie sprawy z tego, że mu się to nie uda. Podniosła na niego wzrok znad swojego telefonu.
- Hej - przywitał się chłopak, widząc, że nie odpowiada spróbował ponownie - Witaj  księżniczko - użył tekstu, który na Abigail działał jak płachta na byka. O ile potrafiła znieść że czasem Kas ją tak nazywał to on już ma przechlapane.
- Czego? - odpowiedziała ostro.
Kevin się uśmiechnął i pomyślał, że uspokoi ją komplementami. Nie wiedział w jakie bagno się wpakował.
- Nic takiego... po prostu lubię pyskate - zaczął prawił jej pochwały, jedne za drugą, aż w końcu Abigail postanowiła mu przerwać:
- Słodko, ale teraz łaskawie rusz te swoje cztery litery z powrotem do waszego kółka robótek ręcznych i przestań mi zawracać gitarę - powiedziała to z taką mocą, że Kevin aż się cofnął. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Abi już wychodziła. Gdy miała już przejść przez drzwi, wpadła na kogoś.
- Uważaj jak leziesz - warknęła.
- Wybacz - odpowiedział owy osobnik, który już po chwili wszedł całkiem do środka i zamknął za sobą drzwi. Abi usłyszała piękny chórek z pokoju, który krzyczał:
- JAMES!!
No pięknie pomyślała i wyszła z budynku mieszkalnego.

******************************

  Po chwili kręcenia się bez żadnego celu Abigail znów zobaczyła Lou. Znowu ona? Pomyślała. Następnie wzruszyła ramionami. No cóż, po prostu ma pecha. Nie była tylko pewna czy ona czy Lou. Po chwili znów zanurkowała w krzakach i ponownie zaczęła śledzić hinduskę. Tym razem poszła do biblioteki, by się pouczyć, nic ciekawego. Ech..., a już miała nadzieję na kolejny materiał. No cóż, będzie jeszcze okazja. Wolnym krokiem zaczęła wracać, tym razem już nie w krzakach, tylko po chodniku. W pewnej chwili, gdy była tuż przy budynku mieszkalnym, zobaczyła, że ktoś wychodzi. Rozpoznała w tej osobie Jamesa, więc znów ukryła się w krzakach. Po chwili z budynku wyszła Violet. Oho, robi się ciekawie pomyślała.

                                               ******************************

[po wyjściu Abi w pokoju 212]

  Violet patrzyła w osłupieniu na blondyna stojącego w drzwiach. James Palentir we własnej osobie. Przez chwilę myślała, że to fatamorgana. Chłopak stał nerwowo poprawiając włosy. 
- Jest tutaj Lou? - powiedział po chwili.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Jakby zapomnieli, że mają coś takiego jak język. Wydawało im się, że to niemożliwe, że taka osoba jak James przychodzi do nich i zadaje pytanie. W końcu przemówiła Violet.
- Nie, nie ma jej.
- Aha - odrzekł. Spojrzał na zebraną klasę i skierował się do wyjścia. Kiedy dotknął klamki momentalnie usłyszał głos blondynki.
- Ale przyjdzie... poszła po przekąski - wymyślała na zbyciu. Nie mogła pozwolić, aby taka okazja wyszła na marne.
- W takim razie poczekam - uznał, co sprawiło wielkie uśmiechy na twarzy dziewcząt. 
Violet usłyszała podekscytowane szeptanie koleżanek. Jednak po tym znowu nastąpiła cisza. Sic! Dlaczego tak trudno było zachowywać się przy Jamesie... normalnie?

   - Może zagrasz z nami? - odezwała się Maryline; Violet była jej za to wdzięczna. James bez odpowiedzi usiadł w kółku. Przyglądał się współklasowniką. 
- To chyba znaczy "tak" - powiedział Sam uśmiechając się - Gramy w "prawdę czy wyzwanie"... znasz zasady?
- A kto nie? - odpowiedział.
Sam kiwnął głową.
- Teraz kręci Kevin.
Grali przez kilka rund. Wyznaczali sobie parę nieistotnych poleceń. Cały czas panował drętwy nastrój. James pozostawał niedostępny jak zwykle. Oprócz częstych pytań typu "kiedy przyjdzie Lou?" nie odzywał się. Violet próbowała do niego zagadać. Olewał ją, co niesamowicie ją irytowało. Jedynym pocieszeniem było to, że również zbywał Kevina. Tym razem to ona chciała wygrać "grę".
  - Okej, będę się zbierał - usłyszała głos Charliego. Podniósł się z podłogi i wziął do ręki plecak. Każdy podążył za nim wzrokiem - Muszę jeszcze uzgodnić projekt z Lou...
- Przecież zaraz przyjdzie - ożywił się nagle James.
- Ale ona jest w ogrodzie kwietnym... - odpowiedział jak gdyby nigdy nic Charlie, Violet zmierzyła go wzrokiem. Nie mogła uwierzyć, że ją wydał! O dziwo nie wykazał ani grama zdziwienia czy upokorzenia swoją osobą, kiedy odkrył, że zdradził sekret. Zrobił to naturalnie. Jakby to zaplanował - Dzwoniłem do niej niedawno...
James spojrzał na Violet. Domagał się wyjaśnień. Blondynka zaśmiała się nerwowo. Taa, była ud*piona.
- Haha, James - odezwała się Mathilde - Naprawdę myślałeś, że na nasz wieczorek zaprosimy kogoś takiego jak Lou? Przecież ona jest dziwna, według nas nie jest ciebie warta... - wypowiedziała jedne z najwredniejszych sentencji jakie Violet kiedykolwiek usłyszała.
- Banda idiotów - warknął cicho James. Potem nastąpiło głośne trzaskanie drzwiami. Violet mimowolnie wstała, a z jej gardła wydobyło się "James!". Zaczęła biec za chłopakiem. 

******************************

  Abigail, zaintrygowana, co też Violet chce od Jamesa, po cichu podążyła za nimi. Kiedy byli tuż przy helikopterze, zobaczyła, że jej współlokatorka złapała tego playboya za ramie. Podeszła bliżej, by lepiej słyszeć.
- Nie mamy o czym rozmawiać, z kłamcami się nie zadaję
- Ale James! Ty w ogóle z nami nie rozmawiasz, tylko z tą...Lou - wypowiedziała ostatni wyraz z takim niesmakiem, jakby Lou była jakąś seryjną morderczynią. Tak naprawdę to Abi jej współczuła. Nie miała przyjaciół, przez to, że James się nią interesował. Zupełnie, jak ja pomyślała, tylko że ona nie miała przyjaciół z zupełnie innego powodu, o którym nie będzie teraz wspominać. Wróciła do słuchania ich rozmowy.
- Widocznie mam swoje powody - powiedział rozdrażniony James.
- Ale...ale... co ona takiego ma, czego ja nie mam?
- Jest bardziej ciekawsza od was - westchnął od niechcenia - Poza tym ma coś, co mnie interesuję...
- O co ci chodzi? - przerwała mu Violet, szczerze zainteresowana. Abigail przysunęła się odrobinę bliżej, by lepiej słyszeć. James w tym czasie zrozumiał, że nie zdążył w porę ugryźć się w język i będzie musiał jej powiedzieć, ponieważ, znając Violet, nie da mu spokoju. Westchnął.
- Coś ważnego, co może zmienić świat.
Blondynka stała chwilę w osłupieniu. O czym on mówi?
- Czyli... - zamyśliła się.
Nie dając jej dokończyć James wsiadł do helikoptera i pojechał nim w górę. Violet patrzyła się przez chwilę jak zaczarowana w odjeżdżający helikopter. Nie wiedziała o co mu chodziło, jednak chciała to zdobyć. To jedyny sposób, aby wygrać grę. Wróciła do akademika. 
 Tymczasem Abigail usiadł na ziemi i pogrążyła się w swoich myślach. Coś, co może zmienić świat? Mam wrażenie, że wiem o co mu chodziło, ale muszę się upewnić. Mam nadzieję, że nie jest to akurat to, który przenosi do TEGO wymiaru, bo to by zwiastowało kłopoty. Po chwili wstała, orientując się, że James gdzieś odjechał swoim helikopterem. Wzruszyła ramionami i rozejrzała się, zastanawiając gdzie mogłaby się teraz podziać. Nie miała ochoty wracać do pokoju, ponieważ najpewniej to stado dzikich krów nadal tam siedziało, a ona, jak wiadomo, nie lubiła dużych grup. Z westchnieniem dotknęła kryształku. Niezbyt chciała odwiedzać o tej porze Kaspra, ale jak chciała się wyspać tej nocy nie miała wyjścia.
  - Teleport, dom na wzgórzu.
Otoczyła ją, dobrze jej znana biała mgiełka i po chwili ujrzała wzgórze, na którym stała mała chatka, na tle z miliona gwiazd. Zawsze lubiła ten widok, ale niezbyt często miała okazję go oglądać, w każdym razie nie w spokoju, nie musząc wiać co sił w nogach. Ale teraz to nie ważne. Wchodząc na wzniesienie zauważyła, że Kasper jeszcze nie śpi. Wskazywała na to lekka, jasna poświata, wydobywająca się spod drzwi. Weszła do domku i zastała swojego przyjaciela czyszczącego broń.
Gdy usłyszał otwierane drzwi podniósł na nią wzrok znad ostrza i uśmiechnął się.
- O, a cóż że cię tu sprowadza, o tak późnej porze?
- Potrzebuje noclegu - odpowiedziała po prostu - w moim pokoju zaległ tabun dzikich krów.
- Hah, wiesz, u mnie miejsca dostatek, jak widać.
Abigail uśmiechnęła się lekko. Usiadła na swoim łóżku i ziewnęła.
- To ja idę spać, dobranoc - powiedziała.
- Dobranoc.
  Abi przykryła się kocem i poszła spać, na szczęście nic się jej nie śniło, więc rano jak wstała, dosyć wcześnie z resztą, nie musiała myśleć nad znaczeniem tego, co jej mózg wyprodukował w nocy. Przy śniadaniu pomyślała, że wypadałoby już wracać, ponieważ mimo faktu, iż dzisiaj mieli później lekcje, w Centrum było jeszcze mnóstwo tajemnic do odkrycia. Pożegnała się z Hunterem i prze teleportowała się do budynku sypialnianego. Tak jak się spodziewała, nikogo tu nie było, lecz gdy weszła do pokoju, omal nie wybuchnęła śmiechem. Widocznie ktoś przemycił alkohol dla rozluźnienia atmosfery. Efektem tego był fakt, iż każdy spał gdzie popadnie. Obraz ten, z resztą przezabawny, przedstawiał się następująco: Violet spała jak człowiek na swoim łóżku, Maryline wraz z Mathilde zajęły jej łóżko, Kevin półleżał oparty o szafę, Sam spał na krześle w pozycji "Uczyłem się, ale było to za nudne, więc usnąłem", a reszta normalnie na podłodze. Abi przeszła, starając się nikogo nie nadepnąć do swojej szafy, by wyjąc jakieś ciuchy do ubrania, gdy akurat obudził się Kevin. Powiódł zamulonym wzrokiem dookoła, spojrzał na Abi, która, zauważając, że ten już nie udaje trupa, spojrzała na niego. Ten nie przejął się tym zbytnio i po prostu poszedł do swojego pokoju, by dalej spać. Abigail cicho prychnęła i poszła do łazienki wziąć prysznic. Gdy wyszła nic się nie zmieniło i każdy spał. Pomyślała, że jak się obudzą z kacem to puści głośną muzykę. Ale na razie postanowiła wyjść. Było tu za dużo ludzi, nie ważne, że śpiących, ale ludzi.

poniedziałek, 3 października 2016

♢ Gratulacje, właśnie byłaś świadkiem wejścia smoka. ♢

gif:tumblr
(taka tam badassowa zagrywka, która nie ma związku z rozdziałem)


Witamy Wszystkich tych, którzy jeszcze to czytają i nie znudziło im się to, co my tu tworzymy! Mamy nadzieję, że ten rozdział spodoba wam się i pozostaniecie tu z nami. 
No, to nie przedłużając 
Ekipa Latających Limuzyn Zaprasza Do Czytania!


*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~*

♢ Gratulacje, właśnie byłaś świadkiem wejścia smoka. ♢



  Późnym wieczorem, a właściwie tuż nad ranem, jakieś półtorej godziny po zakończeniu imprezy Abigail cicho weszła do swojego pokoju by nie obudzić swojej współlokatorki. Ostatnie na co miała ochotę to rozmowa z Violet. Przebrała się w piżamie i położyła się do łóżka. Nie mogła jednak zasnąć, więc założyła bluzę i buty, a następnie wyszła. Przemykając tak, by strażnicy jej nie zauważyli dotarła do lądowiska helikoptera. Tam zobaczyła coś czego się nie spodziewała. Przy helikopterze stał James z...z... Abi przez chwilę próbowała przypomnieć sobie jej imię. Tak, stał tam James i obejmował Lou. Abigail zachichotała. Ciekawe czy będzie z tego coś więcej. Wyciągnęła telefon i zrobiła parę fotek. Zauważyła, że ochrona się zbliża, więc postanowiła wracać do pokoju. Po cichu wślizgnęła się do łóżka i zasnęła. Rano jak wstała, tak właściwie spała tylko godzinę, jej współlokatorka zajmowała łazienkę. Abi założyła pierwsze lepsze ciuchy i zaczęła rozczesywać włosy. Ponieważ Violet wciąż zajmowała łazienkę Abigail postanowiła ulotnić się z pokoju. Za godzinę rozpoczynają się lekcje, czyli ma mnóstwo wolnego czasu. Postanowiła, że pójdzie do biblioteki, by się trochę pouczyć. Już miała przejść przez drzwi gdy usłyszała głosy, dochodzące ze środka. Cicho weszła i ukryła się za regałami z książkami. Dawno nie podsłuchiwała nikogo. Wyrażała za regał i zobaczyła Mathilde i tą czerwonowłosą dziewczynę. Udało jej się posłuchać fragment ich rozmowy:
- Tak, tak, też tak sądzę, a powiedz mi, Maryline, co sądzisz o tej blondynie?
- Tej Violet? Kolejna pusta idiotka.
- Racja, chce być popularna, nie sądzę jednak, by jej się to udało.
- Haha, masz rację, szczególnie z naszą pomocą.
Abigail pomyślała, że już lepiej się zwijać i po cichu wyszła z biblioteki i wolnym krokiem skierowała się do sali wykładowej.


********************


  Violet rozejrzała się po sali wykładowej. Duża. Właściwie to przeogromna, bez problemu mogła pomieścić setki uczniów. Blondynka szybko wyszukała wzrokiem Maryline i Mathilde. Przy okazji zauważyła Abigail, która siedziała samotnie w przedostatnim rzędzie. Nie rozmawiała z nią, odkąd wyśmiała jej gust. W sumie nie było jej szkoda. 
  Podeszła do dziewczyn.
- Hej! - przywitała się. Blondynka i czerwonowłosa pomachały jej. - Zmęczone po imprezie?
- Tak jakby... - odpowiedziała Maryline - Powód mojego zmęczenia dalej znajduję się w moim zasięgu. - wskazała wzrokiem na Lou, siedziała samotnie w pierwszym rzędzie. Zawzięcie grała w grę na telefonie - Dziwadło. 
Violet wywróciła oczami. Dalej nie wiedziała o co chodziło z Jamesem ani dlaczego dziewczyny tak bardzo nie trawią Lou.
- Tak właściwe to... - zaczęła, Maryline i Mathilde spojrzały w jej kierunku. Już miała zapytać się, czemu James jest taki wyjątkowy, gdy nagle ją oświeciło. Dziewczyny były subiektywne. Bardzo subiektywne. A przecież chciała się dowiedzieć o tym od kogoś z neutralną opinią. Jak na zawołanie w drzwiach pojawił się Sam. Dziewczyna spojrzała w jego kierunku, jednak zaraz opuściła wzrok. Ktoś tak miły jak blondyn musi powiedzieć jej prawdę, w sposób jaki chciała - Czy mogłabym usiąść na tę lekcję z Samem?
- Jak chcesz, przecież ci nie rozkazuję - odparła Mathilde.
  Violet podążyła za Samem.
- Cześć! - powiedziała do niego, chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi mówiąc przy tym nieme "hej". - Słuchaj, mogłabym usiąść obok ciebie, muszę się o coś spytać...
- Oczywiście - powiedział życzliwym głosem - Chodź.
Violet zrozumiała, że sam miał stałą miejscówkę, z której słuchał wykładu. Okazała się znajdować w ostatnim rzędzie po lewej stronie. Uśmiech zbladł z twarzy dziewczyny, kiedy zobaczyła siedzącego obok Kevina. On też uśmiechnął się kwaśno. Przecież to jasne, że jaka kumple siedzą razem. Obok Woodstona znajdowało się jeszcze dwóch chłopaków. W jednym z nich rozpoznała Jareda. Drugiego nigdy wcześniej nie widziała. Miał ciemnobrązowe włosy i parę nielicznych pieprzyków. Jego usta malował się cwany uśmiech, który nie znikał mu z twarzy.
Violet usiadła obok Sama. Nie odzywała się ani słowa. Po chwili przemówił nieznajomy.
- Nowa dziewczyna? - spytał blondyna.
- Chciałbyś. - odpowiedź Sama nie ucieszyła blondynki. Chociaż... w sumie to czego ona się spodziewała?! 
- Ja tylko martwię się o mojego kumpla. - wystawił ręce w obronie. - Jeśli jesteś wolna to powinnaś znać moje imię - zwrócił się do Violet - Richard.
- Zawsze jesteś takim dżentelmenem? - skomentowała.
- Uczę się od najlepszych - wskazał na Kevina, który posłał mu wściekłe spojrzenie - Widziałaś jego epicki podryw na after party?
- After party? - powtórzyła.
- Tak, po imprezie wszyscy poszli do akademika chłopców - wyjaśnił - Maryline i Mathilde cię nie zaprosiły?
Violet pokręciła głową. Spojrzała na dziewczyny. Głośno się z czegoś śmiały. Blondynka nie rozumiała, dlaczego nie zaprosiły ją na imprezę. Uznała, że po prostu zapomniały.
- Żałuj - uznał - Ledwo powstrzymywałem się od śmiechu.
- Nie od dziś wiem, że Kevin jest mistrzem sytuacji - posłała w jego stronę niewinne spojrzenie. Ten uśmiechnął się kwaśno.
  - Skoro o podrywach mowa - pomyślała i wypowiedziała głośno - Kim jest James Palentir? 
Chłopcy spojrzeli w jej kierunku.
- Za wysokie progi na twoje nogi - skomentował Kevin, widząc jednak zdezorientowaną twarz Violet zapytał - Naprawdę nie wiesz...?
Pokręciła głową. Woodstone się zaśmiał.
- Głupia - powiedział cicho.
- James Palentir jest synem założyciela szkoły. - zaczął wyjaśniać Jared, blondynka spojrzała zadowolona w jego kierunku - Chodzi do naszej klasy, jednakże rzadko przychodzi na lekcje. Mimo tak małej frekwencji jest powszechnie znany w szkole.
- Ściślej mówiąc przez płeć żeńską - uściślił Sam.
- W końcu jest synem założyciela i jest taki bogaty, przystojny i bogaty! - Richard udał dziewczęcy pisk. 
- Nie myśl, że szybko go spotkasz - wtrącił się Kevin - Nawet jeśli przyjdzie to i tak nie zareaguje na twoje słowa. Gada tylko z wybranymi.
- Jesteś jednym z nich? - zapytała z ciekawości Violet.
- Jeszcze nie.
- Jeśli pierwsza uzyskam względy - przełknęła ślinę - To wygram "grę"?
- Miło, że o niej wspomniałaś - ton głosu Kevina wydawał się bardziej zaciekawiony.
  Wymienili spojrzenia. Ich uwagę odwrócił dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł przez nie wysoki chłopak. Miał burzę, jasnych włosów, które nieudolnie starał się okiełznać. Patrzył na świat, znudzonymi, ciemnymi oczami. Podszedł do jednego z wolnych miejsc na uboczu i usiadł na nim. Potem wyją z torby laptop i zaczął coś na nim pisać. Violet zauważyła, że każda para oczu na sali była w niego wlepiona. Jakby coś, co robił było czymś niezwykłym.
- Gratulacje, właśnie byłaś świadkiem wejścia smoka - rzekł Kevin znudzonym głosem - Oto James Palentir.


********************



  Abigail przysłuchiwała się tej dyskusji z zerowym zainteresowaniem, nagrywając to wszystko na dyktafon w telefonie. Nie zwróciła uwagi nawet na wejście Jamesa. Po lekcji miała zamiar podejść do pana Thiela i spytać go czy nie ma tu jakiejś gazetki szkolnej, a jak nie, to czy mogłaby takie coś stworzyć. Przesiedziała ten wykład grając na telefonie ukrytym pod ławką. W pewnym momencie prawie zasnęła. Gdy w końcu ta lekcja się skończyła, podczas gdy wszyscy opuszczali salę, Abi podeszła do profesora Thiela i spytała:
- Proszę Pana, jest w tej szkole jakieś wydanie gazety, specjalne dla uczniów tej szkoły?
- Nie, drogie dziecko, nie ma, chciałabyś coś takiego stworzyć?
- Tak, prze pana, wpadłam na ten pomysł.
- Bardzo dobry, z resztą, a co by było w tej gazecie?
- Najnowsze wiadomości z całego świata. Nowe osiągnięcia centrum.
- Dobrze, w takim razie stworzysz gazetę i pierwszy egzemplarz przyniesiesz mi do biura, dobrze?
- Tak jest, prze pana, do widzenia.
- Do widzenia.
  Abigail opuściła salę wykładową i skierowała się na miejsce, gdzie mieli mieć zajęcia w terenie. Kazano im dobrać się w pary, i chyba tylko Abi została sama. 
Wtedy podszedł do niej blondyn, znany jako James Palentir.
- Młoda dama bez pary? 
- Uznam to za pytanie retoryczne.
James się uśmiechnął.
- Czy zaszczycisz mnie swoją obecnością podczas tego zadania? 
- Skoro nie ma nikogo lepszego, to czemu nie.
I tak Abi i James pracowali razem na wykopaliskach.

piątek, 2 września 2016

♢ Pierwsze spotkania są taaakie interesujące. ♢

gif: nyanyan

Cześć i czołem wszystkim, którzy dzielnie trwają na tym blogu!!
Od tego momentu, zaczynają się rozdziały łączone, czyli jednym słowem dajemy wam możliwość pogubienia się w tym, co kto pisał i o czym, ale jak się pogubicie, to się nie martwcie! Ja też już się pogubiłam <3
 Nie przedłużając Zapraszamy Was na kolejny rozdział Latających Limuzyn!
Ekipa Latających Limuzyn



♢ Pierwsze spotkania są taaakie interesujące ♢


  Violet dokładnie przyjrzała się nowej współlokatorce. Długo zastanawiała się, czy jej długie, czarne włosy z niebieskimi pasemkami były prawdziwe. Postanowiła  zapytać się o to przy najbliższej okazji. Dziewczyna miała duże, fioletowe oczy. Okej, one też, według blondynki, wyglądały dziwnie. Patrzyła się na nią przez paręnaście sekund, wypełnionych dziwną ciszą. Kiedy Violet zrozumiała, że kruczowłosa także ilustruje ją wzrokiem, postanowiła się uśmiechnąć.
- Długo będziesz się na mnie gapić? - usłyszała. Jej głos mimo niemiłego tonu wydawał się całkiem przyjazny. Violet prychnęła cicho. Czy ma do czynienia z damskim Kevinem? Wolała nie. Poziom irytacji i tak wzrośnie u niej wystarczająco wysoko po spędzeniu z nim całego dnia w sali lekcyjnej. 
- Po to mam oczy, czyż nie? - warknęła i usiadła na jednym z łóżek. Niestety, wrodzona zołzowatość nie potrafiła zignorować tej uwagi.
  Ukradkiem zobaczyła jak dziewczyna wyjęła słuchawki z uszu i usiadła na przeciwko niej. Abigail prychnęła.
- W której jesteś klasie? - spytała, niby od niechcenia. Pomyślała, że jeśli ta dziewczyna będzie przez następny tydzień taka wredna, to normalnie nie wie co jej zrobi. Najgorsze było to, że nie mogła porozmawiać z Kasprem. W tamtym wymiarze nie było telefonów ani komputerów. Westchnęła.
- Dobre pytanie - powiedziała sama do siebie. Poza tym, że będzie w niej z Samem i Kevin, nie wiedziała o niej nic. Nerwowo zaczęła szukać kartki z rozmieszczeniem, kiedy ją znalazła, głośno przeczytała jej treść - 2A, pan Thiel... a ty? - spytała. Abi się spojrzała na nią.
- Eh.. Ja też - powiedziała. Położyła się na swoim łóżku i zaczęła coś robić na swoim telefonie.
- Widzę, że trafiłam na bardzo rozmowną współlokatorkę - pomyślała Violet. Sama zaczęła bawić się komórką. Po paru minut bezsensownego siedzenia, przyjęła do siebie, jeden ważny fakt. Nie znała imienia swojej współlokatorki.
- Ej, słuchaj - powiedziała niepewnie, czuła, że jeśli powie za parę słów za dużo, kruczowłosa może się na nią rzucić, jak lew na zwierzynę. - Jak właściwie się nazywasz?
- Abigail - odpowiedziała lakonicznie. Potem znowu wróciła do słuchania muzyki. Najwyraźniej nie obchodziło ją imię blondynki.
- Violet - powiedziała po chwili od niechcenia. Czy naprawdę zamieszkała z damskim Kevinem?
Gapiła się jeszcze przez parę minut w przestrzeń. Pierwsze spotkania są taaakie interesujące. Kto by pomyślał, że liczenie książek na półkach może być ciekawsze od pierwszego spotkania z współlokatorką? Nikt. Z ukrycia przyglądała się Abigail i jej rzeczą. Otworzona, czarna walizka była wypełniona po brzegi ubraniami i niedojedzonymi paczkami chipsów. Violet spojrzała na opakowanie przekąski. Paprykowe. Nawet lubiła ten sam smak chipsów co Kevin. Super.
  - Nie masz może na nazwisko Woodstone? - zapytała po chichu.
- Nie, a co? - Abigail, o dziwo zaczęła z nią rozmowę.
- Nic, po prostu przypominasz mi takiego jednego o tym nazwisku... - wyjaśniła zdawkowo.
- To dobrze?
- Niekoniecznie - powiedziała pod nosem. Abigail była trochę rozbawiona tą rozmową. Woodstone. To nazwisko coś jej mówiło. Pomyślała chwilę.
-Chodziło ci o tego Kevina, z naszej klasy? -spytała.
- Znasz go? - zapytała zdziwiona blondynka.
- No, spotkałam go raz czy dwa, jak pałętał się po centrum.
- Co o nim sądzisz? - spytała z ciekawości.
- Dziwny typ - widząc uśmiech na twarzy blondynki brnęła dalej - Straszny bufon.
- Masz gust - oceniła Violet. Słysząc śmiech Abigail sama się do niego dołączyła. Nagle zaczęły razem rozmawiać. Tak po prostu. Blondynka opowiedziała jej o całej historii z Kevinem, a Abi odwdzięczyła się wspominając o swoim hobby jakim było szczelanie z łuku. 
Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Do pokoju weszła, czerwonowłosa dziewczyna ze świecącymi oczami.
- Hej - odezwała się, współlokatorki pomachały jej - Jesteście nowe, prawda? - pokiwały głową, dziewczyna uśmiechnęła się - Dzisiaj wieczorem, o 20:00 w budynku C, organizujemy imprezę. Przyjdźcie - oznajmiła, a potem cicho dopowiedziała - Podobno przyjdzie James - po tych słowach zmyła się z pokoju. Violet zapomniała spytać ją o imię. Szkoda, wydawała się całkiem miła...
  - Co ty na to? - zwróciła się do Abigail - Idziemy?
- No spoko, ale powinnyśmy się już szykować, jest już 18.
Abigail wyciągnęła z walizki zestaw ciuchów i poszła przebrać się do łazienki. Kiedy wyszła, Violet przyjrzała się strojowi. Składał z czarnego, długiego T-shirtu, podartych, równie ciemnych spodni i botków tego samego koloru. Blondynka pokręciła głową.
- Spoko, ale gdzie twoje ubrania na imprezę? - zapytała.
- Patrzysz na nie. - Abi teatralnie pokazała je ręką.
Violet zaśmiała się. Kruczowłosa patrzyła na nią zdziwiona. 
- Sorry, ha, ha - blondynka ledwo mogła powstrzymać śmiech - Nie myślała, że jesteś takim bezguściem...
- Proszę? - spytała powoli, rozdrażniona. Spojrzała z irytacją na Violet. W czasie kiedy była w łazience, blondynka również się przebrała. Miała na sobie kłusą sukienkę na ramiączkach o kolorze pudrowego różu. I ona nazywała ją bezguściem.
- Kompletnie nie wiesz jak się ubrać - wyznała jej Violet. Bez żadnego zawahania czy poczucia winy. Abi uznała, że takie wredne wyznania były dla niej codziennością. Super, zapowiada się nieziemsko. 
- Uważasz, że ubranie na prostytutkę jest odpowiedniejsze? - odwarknęła, ilustrując jej strój.
- Lepsze niż twoje - wzruszyła ramionami.
Abigail westchnęła i wywróciła oczami. Nie zamierzała się z nią użerać. 
- Więc lepiej będzie jeśli nie przyniosę ci wstydu - powiedziała i wyszła z pokoju głośno zamykając drzwi.
- Ja tylko się o ciebie troszczę! - krzyknęła za nią Violet. Pokręciła głową. Potem wyszła z pokoju, o wiele ciszej niż jej poprzedniczka. Postanowiła poszukać czerwonowłosej dziewczyny, która zaprosiła je na imprezę. Wydawała się być o wiele lepszym materiałem na przyjaciółkę niż Abigail. 

********************

  Abi znów miała zły nastrój, pomyślała, że ta impreza to doskonała okazja, by odwiedzić Kaspra. Znalazła ustronne miejsce i prze teleportowała się do domku. Zastała w nim oczywiście Huntera.
- Uuu! Znowu zły nastrój? - spytał.
- A nie widać?
- Widać, aż za dobrze. Jak tam w Palentir?
- Samo centrum jest fajne, ale moja współlokatorka jest okropna! A teraz trwa impreza, na którą niezbyt chce mi się iść, więc przyszłam tutaj.
Kasper się tylko uśmiechnął.

********************

  - Ha, ha to niesamowite! - zaśmiała się głośno Violet. Marilyne uśmiechnęła się pokazują przy tym swoje urocze dołeczki na policzkach. Czerwonowłosą dziewczyną okazała się być Marilyne Lopez - studentka z drugiego roku pochodząca z Florydy. Jak się okazało chodziły do jednej klasy. Pochodziły z podobnych domów i należały do jednego fandomu. Czyż to nie idealny materiał na przyjaciółkę? Podobnie myślała Violet. Na pewno znacznie lepszy niż ta Abigail, po której wyjściu z pokoju słuch zaginął. Blondynka nie przyjmowała się tym zbytnio. Teraz byłą w towarzystwie kogoś lepszego. 
- Wiem, a potem to wypił! - dopowiedziała Lopez, znała wiele ciekawych historii. Widać było, że jest popularna.
Violet po raz kolejny nie powstrzymała śmiechu. Usłyszała dzwonek telefonu. Marilyne przyłożyła swoją komórkę do ucha.
- Hej - powiedziała do telefonu. Violet w tym czasie rozejrzała się po otoczeniu. Mimo, że budynek C należał do jednych z większych na kampusie, teraz było w nim ciasno. Wypełniało go setki uczniów, którzy tańczyli do rytmicznych piosenek. Było niesamowicie ciemno, tylko gdzie nie gdzie pokazywały się na chwile światła kolorowych reflektorów.
Więc tak wyglądały imprezy. Trudno było to przyznać Violet, ale była to pierwsza, na którą tak właściwie została zaproszona. Był to kolejny powód, dlaczego nauka w tej szkole zapowiadała się świetnie.
- Mathilde przyjdzie - oznajmiła Marilyne, która schowała telefon do torebki. Po chwili przyszła wspomniana blondynka.
  - Jesteś Violet, zgadza się? - spytała, ona też miała specyficzny akcent - Masz przecudne włosy - powiedziała na poczekaniu.
Blondynka uśmiechnęła się z komplementu. To utwierdziło ją w przekonaniu, że każda z osób zazdrościła jej włosów. 
- Jesteś siostrą Sama, prawda? - zapytała.
- Tak, spotkałaś go?
Przytaknęła.
- Tak, pomógł mi przy rejestracji. - mimowolnie zaczęła go szukać wzrokiem po sali. Jakby mogła coś zobaczyć w tych ciemnościach.
- Nie znajdziesz go, wyszedł z kumplami - powiedziała Mathilde, jakby znała jej zamiary. Violet smutno pokiwała głową - Nie myślałam, że Sam już w pierwszym dniu szkoły znajdzie sobie kogoś. A zawsze narzekał, że nikt go nie chce, bo jest za niski...
Zaczerwieniona blondynka nerwowo pokręciła głową.
- My, nie... ten tego - próbowała się wytłumaczyć.
- Taa na pewno - skomentowała Mathilde i zachichotała, Violet udała śmiech.
  - Mówiąc o chłopakach - wtrąciła się Marilyne - Widziałyście Jamesa?
Bliźniaczka Sama pokręciła głową.
- Po drodze wpadłam na Jareda - wypowiedziała jego imię wyraźniej niż resztę zdania - Porozmawiałam z nim przez chwilę, przy okazji sprawdziłam listę gości... James się nie wpisał.
Twarz czerwonowłosej nagle posmutniała. Violet nie miała pojęcia kim był wspomniany chłopak. Musiał być jednak kimś ważnym. Jego imię słyszała częściej niż kogokolwiek innego od przybycia do Centrum. Nie zdążyła zapytać się dziewczyn kim takim jest James, gdyż uprzedziła ją Marilyne.
- Ale patrzcie, kto przyszedł - nagle ogarnęła ją złość, w jej oczach latały wściekłe świetliki, pokazała na jedną z osób. Violet zdziwiła się, kiedy tą osobą okazała się być Lou, która samotnie sączyła napój z czerwonego kubeczka. Marilyne z prędkością światła popędziła w jej kierunku. Mathilde zrobiła to samo, więc blondynka postanowiła nie być lepsza.
- Ty - warknęła czerwonowłosa w stronę Lou, hinduska popatrzyła się na nią niezrozumiale. - Gdzie jest James?
- Skąd mam to wiedzieć? - spytała zdziwiona.
- Och przestań - Marilyne wywróciła oczami - Przecież każdy wie, że o waszych spotkaniach w limuzynie i helikopterze. Jesteś dziewczynką Jamesa.
Kim. Lub. Czym. Do diabła. Jest. Dziewczyna. Jamesa?               

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

♢ Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust? ♢

gif: tumblr 
(nie wiem czo to)

 Cześć ludziom, którzy jeszcze to czytają! I nie, my wcale nie zapomniałyśmy o blogu, my po prostu... łapałyśmy pokemony! Przecież to oczywiste!
A może tak zostawicie po sobie komentarz, bo nie wiem czy wiecie, ale Nathalie ma imieniny 27 lipca, a Lorialia 4 sierpnia ma urodziny, więc potraktujemy to jako prezent urodzinowy.

Dzięki.

♢ Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust? ♢ 

 Violet westchnęła głośno. Po raz kolejny zganiła siebie w myślach. Co nią kierowało, kiedy wyjawiła wszem i wobec, że będzie aplikować do Centrum Palentir? Dobrze wiedziała - złość i chęć zemsty. Choć teraz wydawało się to jej nie rozsądne... Zwykle wtedy przypominała sobie zdezorientowane, jasnozielone oczy i uznawała, że było warto. Uwielbiała, kiedy cierpiał.
  Testy nie były trudne. Wręcz mówią - banalne. Zdała je z łatwością osiągając wynik 98%, dostała nawet stypendium. Jedyną rzeczą, która ją dziwiła były dość częste pytania o starożytnym Egipicie. Wytłumaczyła je sobie, przypominając, że centrum mieściło się na przedmieściach Aleksandrii.
  No właśnie. Przedmieściach. O ile można byłoby je tak nazwać. Violet stojąc przed Centrum i widząc krajobraz na jakim są położone, zapominała znaczenia tego słowa. Nawet strona szkoły pisała: "Nowoczesna placówka mieszcząca się na przedmieściach Aleksandrii".
- Od kiedy przedmieście znajduje się na jakimś zad*piu 70km od miasta? - rzekła do siebie pod nosem. 
Znajdowała się pośrodku pustyni. Gdzie nie gdzie rosły małe kupki trawy. Przed nią stał ośrodek, co prawda bardzo duży, lecz prowadziła do niego jedynie ubita, żwirowa droga. Żadnego znaku życia oprócz sępów, które zmęczone zataczały kolejne kręgi na niebie. Temperatura dawno przekroczyła 35 stopni Celsjusza. Jedynym miastem w pobliżu było małe miasteczko oddalone o 20 minut drogi samochodem.
- Warunki żyć nie umierać - skomentowała. Złapała za rączkę walizki, która wraz z nią przyjechała tutaj taksówką. Przyjrzała się Centrum, a raczej temu czemu się dało, ponieważ szkołę od wszystkich stron obiegał wysoki (jakby więzienny) mur. Zza zabarykadowania dało się ujrzeć kilka wysokich, szklanych dachów. 
Podeszła do budki (znajdującej się przy bramach szkoły), w której siedział wyraźnie znudzony strażnik. Violet szybko przedstawiła powód swojego przybycia i podała informacje, o które prosił strażnik. Potem weszła do środka.
  Jej oczom ukazała się kamienna droga prowadząca do głównego placu. Po lewej stronie stały akademiki, reszta alejek wywodzących się z placu prowadziła do budynków uczelni i miejsc rekreacyjnych. Violet zauważyła nawet kawiarenkę. Każda z budowli była nowoczesna, dzieliły je duże odległości pomiędzy sobą. Do każdego z miejsc prowadziła ceglana ścieżka o lessowym kolorze. Pomiędzy każdą z dróg rosła przycięta, nienaturalnie zielona trawa. Gdzie nie gdzie rosły niewielkie drzewa.
Było widać, że Centrum powstało niedawno. Wszystko było takie zadbane... Panował tutaj nastrój zupełnie inny za murami. Nawet ptaki latające nad terenami szkoły wydawały się mniej zmęczone.
Violet z podziwem przyglądała się akademii. W końcu zrozumiała. Centrum było duże. O wiele za duże. Zwłaszcza dla nowej, która ani razu nie miała do czynienia z jego rozłożeniem. Westchnęła. Jak zawsze musiała mieć jakiś problem. Miała nadzieję, że Kevin również miał trudności z odnalezieniem właściwego miejsca, kiedy przyszedł tutaj pierwszy raz. 
  Postanowiła podążać kamienną ścieżką, na której stała. Dotarła do placu głównego i odetchnęła z ulgą. Zapomniała, że nie była jedyną nową osobą na Kapusie. Na placu stało okołu 30, równie jak ona, zagubionych osób. Różniły się tylko tym, że w większości byli z nimi rodzice lub osoby, z którymi najwidoczniej się przyjaźniły. 
Violet przegryzła wargę. Nie pozwoli, aby jej życie towarzyskie było takie jak w jej rodzinnym mieście. Czyli żadne. Dopnie wszelkich starań, aby znaleźć kogoś kogo naprawdę polubi. A kiedy takiego kogoś znajdzie zrobi wszystko, żeby przypadkiem przechodzić obok Kevina, śmiejąc się przy tym z żartu, który opowie jej wymarzony przyjaciel. Niech wie, że nie skończy samotnie i potrafi nawiązywać poprawne relacje z ludźmi.
 Zamyślona, zaczęła oglądać przeróżne plakaty robione przez uczniów. Zachęcały do wstąpienia do różnych klubów. Przez głowę Violet przeleciała myśl, że to nawet niezły pomysł. Nagle zwróciła uwagę, na ucznia, który zawzięcie mówił coś do megafonu. Stał na podium. Miał długie, brązowe włosy upięte w kok. Był ubrany w koszulę w czerwoną kratę. 
- Zapraszam wszystkich nowych uczniów bliżej! - zachęcił. Violet zbliżyła się do podium - Mam na imię Jared, jestem na drugi roku... i przydała mi radosna funkcja, jaką jest oprowadzenie nowych uczniów po kampusie.
Violet zauważyła, że coraz więcej uczniów podążała w stronę chłopaka. Stojąca na przodzie płeć żeńska najwyraźniej była pod wrażeniem urody oprowadzającego. Najbardziej zauważalna była niska blondynka, która z entuzjazmem wpatrywała się w Jareda.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie! Cieszymy się, że postanowiliście uczyć się w Centrum Palentir! Na początku przejdźmy do regulaminu...
  - Uwaga, to będzie długie - Violet usłyszała głos w swoim kierunku, odwróciła się w kierunku nadawcy. Miał niezwykły akcent. Okazał się nim być właściciel niebieskich oczu. Był blondynem. Mimo, że Violet nie nosiła żadnych obcasów, ledwo wystawał jej zza głowę. Był słodki.... wyglądał słodko. - Jared jest w swoim żywiole
Violet zachichotała.
- Zauważyłam - odpowiedziała uśmiechając się.
- Jeszcze nie - chłopak pokręcił głową - Widzisz tę rękę? Za chwilę zacznie się trząść - wskazana przez niego dłoń jak na zawołanie zaczęła dziwnie się ruszać.
- Trzęsienie jest dziwną reakcją, jak na coś co lubi - zauważyła.
- To z podekscytowania - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Jestem Sam - wyciągnął rękę w jej kierunku.
- Violet - uścisnęła jego miękką i ciepłą dłoń.
- Jesteś w pierwszej klasie?
- Właściwie to w drugiej - powiedziała. Twarz chłopaka nagle pobladła.
- Dlaczego tutaj jesteś? - zapytał.
- A gdzie powinnam być? - spytała zdziwiona.
- Strażnik ci nie powiedział?
- O czym?
- Głupi śmierdziel - powiedział pod nosem, a potem zwrócił się do dziewczyny - Nowi studenci drugiego roku muszą zgłosić się do jednego z organizatorów, aby wypełnić zaległe papiery... - wyjaśnił.
- Gdzie znajdę jednego z nich?
- Chodź, zaprowadzę cię. Jeden z moich kumpli jest organizatorem. - bez pytania ponownie chwycił jej dłoń. Violet nawet nie protestowała. Trzymanie ręki Sama było bardzo miłą czynnością. Zaczął przepychać się przez nowo powstały tłum nie wypuszczają jej dłoni. Co chwilę spoglądał w kierunku Violet, jakby chciałby się upewnić, że jej nie zgubił. 
  Dziewczyna w tym czasie zastanawiała się jak może wyglądać kumpel Sama. Wydawało jej się, że taka osoba musiała być równie miła jak on. Jej marzenia legły w gruzach, kiedy zobaczyła osobę, do której machał blondyn. Głupi. Woodstone. Nie mogła zrozumieć jak ktoś taki jak Sam może przyjaźnić się z Kevinem. Gdy chłopak ją ujrzał sam pobladł i powitał ją zimnym skinieniem głowy.
- Hej - przywitał się z nim Sam, kiedy do niego dotarli - To jest Violet.
- Znam ją - odwarknął nieprzyjemnie. To jeszcze bardziej utwierdzało ją w przekonaniu, że blondyn nie mógł się z nim zakumplować.
- To dużo ułatwia - Sam położył ręce na biodrach - Nie powiedział jej, że ma przyjść po arkusz.
- Wkurzający dziad - skomentował zachowanie strażnika. Violet nie rozumiała skąd brała się wszechobecna nienawiść do niego. - Arkusze są w budynku B, przyniesiesz?
Blondyn pokiwał głową i skierował się do jednej z pobliskiej budowli. Między Violet a Kevinem panowała nieprzyjemna cisza.
- Jesteś - przerwała ją w końcu blondynka.
- Chcę tylko przypomnieć, że ja byłem tu pierwszy - skomentował.
- Nie jesteś zdziwiony, że się tutaj dostałam? - ciekawość wzięła górę. Przez całą drogę do Centrum myślała o minie, którą zobaczy na twarzy Kevina, kiedy zobaczy ją wśród nowo przybyłych uczniów. Ku jej zdziwieniu nie zauważyła ani grama zdziwienia. Jego znudzona twarz była jak zawsze irytująca i intrygująca.
- Dysponuję czymś takim jak lista nowych uczniów przyjętych na semestr - warknął w odpowiedzi - Choć nie powiem, byłem podziwieniem, że się dostałaś. Najwyraźniej nie jesteś, aż tak głupia jak myślałem.
Violet uśmiechnęła się kwaśno. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła wyłaniającego się z budynku Sama.
- Mam - powiedział i podał blondynce arkusz. Violet wzięła do ręki długopis i zaczęła wypełniać arkusz. Pytania dotyczyła personalnych rzeczy typu imiona rodziców czy grupa krwi. Odpowiedziała na nie bez problemu.
- Już - powiedziała, kiedy skończyła. Oddała dokument Kevinowi. Ten niechętnie wziął od niej papier i schował do jednej z teczek, która stała na biurku obok. Potem zaczął dłubać w kuwecie pełnej różnych kartek papieru.
- Masz - podał jej arkusz - Twoje rozmieszczenia - Violet spojrzała na kartkę. Znajdował się na niej szczegółowy plan lekcji, numer pokoju oraz klasa, do której ma uczęszczać.
- Ha! Jesteśmy w jednej klasie - powiedział Sam nieukrywaną radością.    Blondynka popatrzyła w jego kierunku. To bez wątpienia dobra wiadomość. - Mamy fajnego wykładowce, a ja, Kevin i reszta...
- Kevin?
- Tak, on też jest w naszej klasie - odpowiedział Sam. Violet przegryzła wargę. Więc to nie jest taka dobra wiadomość. Oczy Kevina również wyrażały niechęć do dzielenia z blondynką tlenem w jednej sali lekcyjnej.
- Super - rzekła, trochę ironicznie, spoglądając ukradkiem na Woodstona.
Spędziła jeszcze chwilę stojąc przy stoisku. Rozmawiała z Samem. Spędzanie z nim czasu było przyjemnym doświadczeniem. Dowiedziała się, że chodzi do Centrum od początku pierwszej klasy i pochodzi z Francji, jednak od 10 roku życia mieszkał w Londynie. Miał siostrę bliźniaczkę - Mathilde, która podobnie jak on, uczęszczała do Palentir. To ona była blondynką wpatrującą się w Jareda. 
Kiedy Violet miała odejść usłyszała zdanie wypowiedziane w stronę Kevina.
- Patrz, Lou idzie - rzekł Sam. Kevin momentalnie rzucił papiery, które trzymał w ręce.
- Że teraz? - zadał, jedno z najgłupszych pytań, jakie Violet kiedykolwiek usłyszała.
- No a kiedy? - blondyn wywrócił oczami.
Blondynka mimowolnie spojrzała na dziewczynę, którą nazywali Lou. Okazała się być hinduską o długich czarnych włosach. Była ubrana w dziwne, podarte spodnie i fioletową bluzę, którą nosiła pomimo upału. W ręce trzymała etui na skrzypce. Drugą uparcie klikała coś na telefonie. Według standardów Violet - nie była ładna. Nawet według tabeli Kevina, którą chłopak podał jej dwa lata temu chcą udowodnić, że jest brzydka, nie wpisywała się poniżej kogoś przeciętnego. Co takiego widział w niej Kevin? Bo bez wątpienia był nią zauroczony. 
- Cześć Lou! - krzyknął Woodstone. Hinduska pomachała mu i wróciła do grania w paltformówkę na telefonie. Kiedy ją wyłączyła, Violet zobaczyła, na jej telefonie tapetę z anime. Naprawdę? Czemu on w ogóle zwracał na nią uwagę w ten sposób.
Blondynka uśmiechnęła się pod nosem. Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust?

Violet spojrzała na kartkę, którą otrzymała. Budynek A, pokój 212. Postanowiła poszukać swojego akademika.

********************

  Akademiki były utrzymane w nowoczesnym stylu. Ich wnętrza były jasne i przestronne. Pokój Violet znajdował się na 1 piętrze. Stojąc przed drzwiami swoich przyszłych czterech ścian lekko wahała się otwierając się. Tam pozna swoją przyszłą współlokatorkę, z którą może nawiązać przyjaźń lub ją znienawidzić. Kiedy zrozumiała, że czekanie przed drzwiami nic nie da, powoli otworzyła drzwi.
  Jej oczom ukazał się przestronny pokoik. Stały w nim dwa łóżka oraz taka sama ilość szaf, etażerek, półek i biurek. Wszystko było estetyczne zachowane w jasnych kolorach.
  I była też ona. Jej nowa współlokatorka.