piątek, 2 września 2016

♢ Pierwsze spotkania są taaakie interesujące. ♢

gif: nyanyan

Cześć i czołem wszystkim, którzy dzielnie trwają na tym blogu!!
Od tego momentu, zaczynają się rozdziały łączone, czyli jednym słowem dajemy wam możliwość pogubienia się w tym, co kto pisał i o czym, ale jak się pogubicie, to się nie martwcie! Ja też już się pogubiłam <3
 Nie przedłużając Zapraszamy Was na kolejny rozdział Latających Limuzyn!
Ekipa Latających Limuzyn



♢ Pierwsze spotkania są taaakie interesujące ♢


  Violet dokładnie przyjrzała się nowej współlokatorce. Długo zastanawiała się, czy jej długie, czarne włosy z niebieskimi pasemkami były prawdziwe. Postanowiła  zapytać się o to przy najbliższej okazji. Dziewczyna miała duże, fioletowe oczy. Okej, one też, według blondynki, wyglądały dziwnie. Patrzyła się na nią przez paręnaście sekund, wypełnionych dziwną ciszą. Kiedy Violet zrozumiała, że kruczowłosa także ilustruje ją wzrokiem, postanowiła się uśmiechnąć.
- Długo będziesz się na mnie gapić? - usłyszała. Jej głos mimo niemiłego tonu wydawał się całkiem przyjazny. Violet prychnęła cicho. Czy ma do czynienia z damskim Kevinem? Wolała nie. Poziom irytacji i tak wzrośnie u niej wystarczająco wysoko po spędzeniu z nim całego dnia w sali lekcyjnej. 
- Po to mam oczy, czyż nie? - warknęła i usiadła na jednym z łóżek. Niestety, wrodzona zołzowatość nie potrafiła zignorować tej uwagi.
  Ukradkiem zobaczyła jak dziewczyna wyjęła słuchawki z uszu i usiadła na przeciwko niej. Abigail prychnęła.
- W której jesteś klasie? - spytała, niby od niechcenia. Pomyślała, że jeśli ta dziewczyna będzie przez następny tydzień taka wredna, to normalnie nie wie co jej zrobi. Najgorsze było to, że nie mogła porozmawiać z Kasprem. W tamtym wymiarze nie było telefonów ani komputerów. Westchnęła.
- Dobre pytanie - powiedziała sama do siebie. Poza tym, że będzie w niej z Samem i Kevin, nie wiedziała o niej nic. Nerwowo zaczęła szukać kartki z rozmieszczeniem, kiedy ją znalazła, głośno przeczytała jej treść - 2A, pan Thiel... a ty? - spytała. Abi się spojrzała na nią.
- Eh.. Ja też - powiedziała. Położyła się na swoim łóżku i zaczęła coś robić na swoim telefonie.
- Widzę, że trafiłam na bardzo rozmowną współlokatorkę - pomyślała Violet. Sama zaczęła bawić się komórką. Po paru minut bezsensownego siedzenia, przyjęła do siebie, jeden ważny fakt. Nie znała imienia swojej współlokatorki.
- Ej, słuchaj - powiedziała niepewnie, czuła, że jeśli powie za parę słów za dużo, kruczowłosa może się na nią rzucić, jak lew na zwierzynę. - Jak właściwie się nazywasz?
- Abigail - odpowiedziała lakonicznie. Potem znowu wróciła do słuchania muzyki. Najwyraźniej nie obchodziło ją imię blondynki.
- Violet - powiedziała po chwili od niechcenia. Czy naprawdę zamieszkała z damskim Kevinem?
Gapiła się jeszcze przez parę minut w przestrzeń. Pierwsze spotkania są taaakie interesujące. Kto by pomyślał, że liczenie książek na półkach może być ciekawsze od pierwszego spotkania z współlokatorką? Nikt. Z ukrycia przyglądała się Abigail i jej rzeczą. Otworzona, czarna walizka była wypełniona po brzegi ubraniami i niedojedzonymi paczkami chipsów. Violet spojrzała na opakowanie przekąski. Paprykowe. Nawet lubiła ten sam smak chipsów co Kevin. Super.
  - Nie masz może na nazwisko Woodstone? - zapytała po chichu.
- Nie, a co? - Abigail, o dziwo zaczęła z nią rozmowę.
- Nic, po prostu przypominasz mi takiego jednego o tym nazwisku... - wyjaśniła zdawkowo.
- To dobrze?
- Niekoniecznie - powiedziała pod nosem. Abigail była trochę rozbawiona tą rozmową. Woodstone. To nazwisko coś jej mówiło. Pomyślała chwilę.
-Chodziło ci o tego Kevina, z naszej klasy? -spytała.
- Znasz go? - zapytała zdziwiona blondynka.
- No, spotkałam go raz czy dwa, jak pałętał się po centrum.
- Co o nim sądzisz? - spytała z ciekawości.
- Dziwny typ - widząc uśmiech na twarzy blondynki brnęła dalej - Straszny bufon.
- Masz gust - oceniła Violet. Słysząc śmiech Abigail sama się do niego dołączyła. Nagle zaczęły razem rozmawiać. Tak po prostu. Blondynka opowiedziała jej o całej historii z Kevinem, a Abi odwdzięczyła się wspominając o swoim hobby jakim było szczelanie z łuku. 
Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Do pokoju weszła, czerwonowłosa dziewczyna ze świecącymi oczami.
- Hej - odezwała się, współlokatorki pomachały jej - Jesteście nowe, prawda? - pokiwały głową, dziewczyna uśmiechnęła się - Dzisiaj wieczorem, o 20:00 w budynku C, organizujemy imprezę. Przyjdźcie - oznajmiła, a potem cicho dopowiedziała - Podobno przyjdzie James - po tych słowach zmyła się z pokoju. Violet zapomniała spytać ją o imię. Szkoda, wydawała się całkiem miła...
  - Co ty na to? - zwróciła się do Abigail - Idziemy?
- No spoko, ale powinnyśmy się już szykować, jest już 18.
Abigail wyciągnęła z walizki zestaw ciuchów i poszła przebrać się do łazienki. Kiedy wyszła, Violet przyjrzała się strojowi. Składał z czarnego, długiego T-shirtu, podartych, równie ciemnych spodni i botków tego samego koloru. Blondynka pokręciła głową.
- Spoko, ale gdzie twoje ubrania na imprezę? - zapytała.
- Patrzysz na nie. - Abi teatralnie pokazała je ręką.
Violet zaśmiała się. Kruczowłosa patrzyła na nią zdziwiona. 
- Sorry, ha, ha - blondynka ledwo mogła powstrzymać śmiech - Nie myślała, że jesteś takim bezguściem...
- Proszę? - spytała powoli, rozdrażniona. Spojrzała z irytacją na Violet. W czasie kiedy była w łazience, blondynka również się przebrała. Miała na sobie kłusą sukienkę na ramiączkach o kolorze pudrowego różu. I ona nazywała ją bezguściem.
- Kompletnie nie wiesz jak się ubrać - wyznała jej Violet. Bez żadnego zawahania czy poczucia winy. Abi uznała, że takie wredne wyznania były dla niej codziennością. Super, zapowiada się nieziemsko. 
- Uważasz, że ubranie na prostytutkę jest odpowiedniejsze? - odwarknęła, ilustrując jej strój.
- Lepsze niż twoje - wzruszyła ramionami.
Abigail westchnęła i wywróciła oczami. Nie zamierzała się z nią użerać. 
- Więc lepiej będzie jeśli nie przyniosę ci wstydu - powiedziała i wyszła z pokoju głośno zamykając drzwi.
- Ja tylko się o ciebie troszczę! - krzyknęła za nią Violet. Pokręciła głową. Potem wyszła z pokoju, o wiele ciszej niż jej poprzedniczka. Postanowiła poszukać czerwonowłosej dziewczyny, która zaprosiła je na imprezę. Wydawała się być o wiele lepszym materiałem na przyjaciółkę niż Abigail. 

********************

  Abi znów miała zły nastrój, pomyślała, że ta impreza to doskonała okazja, by odwiedzić Kaspra. Znalazła ustronne miejsce i prze teleportowała się do domku. Zastała w nim oczywiście Huntera.
- Uuu! Znowu zły nastrój? - spytał.
- A nie widać?
- Widać, aż za dobrze. Jak tam w Palentir?
- Samo centrum jest fajne, ale moja współlokatorka jest okropna! A teraz trwa impreza, na którą niezbyt chce mi się iść, więc przyszłam tutaj.
Kasper się tylko uśmiechnął.

********************

  - Ha, ha to niesamowite! - zaśmiała się głośno Violet. Marilyne uśmiechnęła się pokazują przy tym swoje urocze dołeczki na policzkach. Czerwonowłosą dziewczyną okazała się być Marilyne Lopez - studentka z drugiego roku pochodząca z Florydy. Jak się okazało chodziły do jednej klasy. Pochodziły z podobnych domów i należały do jednego fandomu. Czyż to nie idealny materiał na przyjaciółkę? Podobnie myślała Violet. Na pewno znacznie lepszy niż ta Abigail, po której wyjściu z pokoju słuch zaginął. Blondynka nie przyjmowała się tym zbytnio. Teraz byłą w towarzystwie kogoś lepszego. 
- Wiem, a potem to wypił! - dopowiedziała Lopez, znała wiele ciekawych historii. Widać było, że jest popularna.
Violet po raz kolejny nie powstrzymała śmiechu. Usłyszała dzwonek telefonu. Marilyne przyłożyła swoją komórkę do ucha.
- Hej - powiedziała do telefonu. Violet w tym czasie rozejrzała się po otoczeniu. Mimo, że budynek C należał do jednych z większych na kampusie, teraz było w nim ciasno. Wypełniało go setki uczniów, którzy tańczyli do rytmicznych piosenek. Było niesamowicie ciemno, tylko gdzie nie gdzie pokazywały się na chwile światła kolorowych reflektorów.
Więc tak wyglądały imprezy. Trudno było to przyznać Violet, ale była to pierwsza, na którą tak właściwie została zaproszona. Był to kolejny powód, dlaczego nauka w tej szkole zapowiadała się świetnie.
- Mathilde przyjdzie - oznajmiła Marilyne, która schowała telefon do torebki. Po chwili przyszła wspomniana blondynka.
  - Jesteś Violet, zgadza się? - spytała, ona też miała specyficzny akcent - Masz przecudne włosy - powiedziała na poczekaniu.
Blondynka uśmiechnęła się z komplementu. To utwierdziło ją w przekonaniu, że każda z osób zazdrościła jej włosów. 
- Jesteś siostrą Sama, prawda? - zapytała.
- Tak, spotkałaś go?
Przytaknęła.
- Tak, pomógł mi przy rejestracji. - mimowolnie zaczęła go szukać wzrokiem po sali. Jakby mogła coś zobaczyć w tych ciemnościach.
- Nie znajdziesz go, wyszedł z kumplami - powiedziała Mathilde, jakby znała jej zamiary. Violet smutno pokiwała głową - Nie myślałam, że Sam już w pierwszym dniu szkoły znajdzie sobie kogoś. A zawsze narzekał, że nikt go nie chce, bo jest za niski...
Zaczerwieniona blondynka nerwowo pokręciła głową.
- My, nie... ten tego - próbowała się wytłumaczyć.
- Taa na pewno - skomentowała Mathilde i zachichotała, Violet udała śmiech.
  - Mówiąc o chłopakach - wtrąciła się Marilyne - Widziałyście Jamesa?
Bliźniaczka Sama pokręciła głową.
- Po drodze wpadłam na Jareda - wypowiedziała jego imię wyraźniej niż resztę zdania - Porozmawiałam z nim przez chwilę, przy okazji sprawdziłam listę gości... James się nie wpisał.
Twarz czerwonowłosej nagle posmutniała. Violet nie miała pojęcia kim był wspomniany chłopak. Musiał być jednak kimś ważnym. Jego imię słyszała częściej niż kogokolwiek innego od przybycia do Centrum. Nie zdążyła zapytać się dziewczyn kim takim jest James, gdyż uprzedziła ją Marilyne.
- Ale patrzcie, kto przyszedł - nagle ogarnęła ją złość, w jej oczach latały wściekłe świetliki, pokazała na jedną z osób. Violet zdziwiła się, kiedy tą osobą okazała się być Lou, która samotnie sączyła napój z czerwonego kubeczka. Marilyne z prędkością światła popędziła w jej kierunku. Mathilde zrobiła to samo, więc blondynka postanowiła nie być lepsza.
- Ty - warknęła czerwonowłosa w stronę Lou, hinduska popatrzyła się na nią niezrozumiale. - Gdzie jest James?
- Skąd mam to wiedzieć? - spytała zdziwiona.
- Och przestań - Marilyne wywróciła oczami - Przecież każdy wie, że o waszych spotkaniach w limuzynie i helikopterze. Jesteś dziewczynką Jamesa.
Kim. Lub. Czym. Do diabła. Jest. Dziewczyna. Jamesa?               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz