gif: tumblr
(nie wiem czo to)
Cześć ludziom, którzy jeszcze to czytają! I nie, my wcale nie zapomniałyśmy o blogu, my po prostu... łapałyśmy pokemony! Przecież to oczywiste!
A może tak zostawicie po sobie komentarz, bo nie wiem czy wiecie, ale Nathalie ma imieniny 27 lipca, a Lorialia 4 sierpnia ma urodziny, więc potraktujemy to jako prezent urodzinowy.
Dzięki.
♢ Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust? ♢
Blondynka uśmiechnęła się pod nosem. Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust?
Akademiki były utrzymane w nowoczesnym stylu. Ich wnętrza były jasne i przestronne. Pokój Violet znajdował się na 1 piętrze. Stojąc przed drzwiami swoich przyszłych czterech ścian lekko wahała się otwierając się. Tam pozna swoją przyszłą współlokatorkę, z którą może nawiązać przyjaźń lub ją znienawidzić. Kiedy zrozumiała, że czekanie przed drzwiami nic nie da, powoli otworzyła drzwi.
Cześć ludziom, którzy jeszcze to czytają! I nie, my wcale nie zapomniałyśmy o blogu, my po prostu... łapałyśmy pokemony! Przecież to oczywiste!
A może tak zostawicie po sobie komentarz, bo nie wiem czy wiecie, ale Nathalie ma imieniny 27 lipca, a Lorialia 4 sierpnia ma urodziny, więc potraktujemy to jako prezent urodzinowy.
Dzięki.
♢ Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust? ♢
Violet westchnęła głośno. Po raz kolejny zganiła siebie w myślach. Co nią kierowało, kiedy wyjawiła wszem i wobec, że będzie aplikować do Centrum Palentir? Dobrze wiedziała - złość i chęć zemsty. Choć teraz wydawało się to jej nie rozsądne... Zwykle wtedy przypominała sobie zdezorientowane, jasnozielone oczy i uznawała, że było warto. Uwielbiała, kiedy cierpiał.
Testy nie były trudne. Wręcz mówią - banalne. Zdała je z łatwością osiągając wynik 98%, dostała nawet stypendium. Jedyną rzeczą, która ją dziwiła były dość częste pytania o starożytnym Egipicie. Wytłumaczyła je sobie, przypominając, że centrum mieściło się na przedmieściach Aleksandrii.
No właśnie. Przedmieściach. O ile można byłoby je tak nazwać. Violet stojąc przed Centrum i widząc krajobraz na jakim są położone, zapominała znaczenia tego słowa. Nawet strona szkoły pisała: "Nowoczesna placówka mieszcząca się na przedmieściach Aleksandrii".
- Od kiedy przedmieście znajduje się na jakimś zad*piu 70km od miasta? - rzekła do siebie pod nosem.
Znajdowała się pośrodku pustyni. Gdzie nie gdzie rosły małe kupki trawy. Przed nią stał ośrodek, co prawda bardzo duży, lecz prowadziła do niego jedynie ubita, żwirowa droga. Żadnego znaku życia oprócz sępów, które zmęczone zataczały kolejne kręgi na niebie. Temperatura dawno przekroczyła 35 stopni Celsjusza. Jedynym miastem w pobliżu było małe miasteczko oddalone o 20 minut drogi samochodem.
- Warunki żyć nie umierać - skomentowała. Złapała za rączkę walizki, która wraz z nią przyjechała tutaj taksówką. Przyjrzała się Centrum, a raczej temu czemu się dało, ponieważ szkołę od wszystkich stron obiegał wysoki (jakby więzienny) mur. Zza zabarykadowania dało się ujrzeć kilka wysokich, szklanych dachów.
Podeszła do budki (znajdującej się przy bramach szkoły), w której siedział wyraźnie znudzony strażnik. Violet szybko przedstawiła powód swojego przybycia i podała informacje, o które prosił strażnik. Potem weszła do środka.
Jej oczom ukazała się kamienna droga prowadząca do głównego placu. Po lewej stronie stały akademiki, reszta alejek wywodzących się z placu prowadziła do budynków uczelni i miejsc rekreacyjnych. Violet zauważyła nawet kawiarenkę. Każda z budowli była nowoczesna, dzieliły je duże odległości pomiędzy sobą. Do każdego z miejsc prowadziła ceglana ścieżka o lessowym kolorze. Pomiędzy każdą z dróg rosła przycięta, nienaturalnie zielona trawa. Gdzie nie gdzie rosły niewielkie drzewa.
Było widać, że Centrum powstało niedawno. Wszystko było takie zadbane... Panował tutaj nastrój zupełnie inny za murami. Nawet ptaki latające nad terenami szkoły wydawały się mniej zmęczone.
Violet z podziwem przyglądała się akademii. W końcu zrozumiała. Centrum było duże. O wiele za duże. Zwłaszcza dla nowej, która ani razu nie miała do czynienia z jego rozłożeniem. Westchnęła. Jak zawsze musiała mieć jakiś problem. Miała nadzieję, że Kevin również miał trudności z odnalezieniem właściwego miejsca, kiedy przyszedł tutaj pierwszy raz.
Postanowiła podążać kamienną ścieżką, na której stała. Dotarła do placu głównego i odetchnęła z ulgą. Zapomniała, że nie była jedyną nową osobą na Kapusie. Na placu stało okołu 30, równie jak ona, zagubionych osób. Różniły się tylko tym, że w większości byli z nimi rodzice lub osoby, z którymi najwidoczniej się przyjaźniły.
Violet przegryzła wargę. Nie pozwoli, aby jej życie towarzyskie było takie jak w jej rodzinnym mieście. Czyli żadne. Dopnie wszelkich starań, aby znaleźć kogoś kogo naprawdę polubi. A kiedy takiego kogoś znajdzie zrobi wszystko, żeby przypadkiem przechodzić obok Kevina, śmiejąc się przy tym z żartu, który opowie jej wymarzony przyjaciel. Niech wie, że nie skończy samotnie i potrafi nawiązywać poprawne relacje z ludźmi.
Zamyślona, zaczęła oglądać przeróżne plakaty robione przez uczniów. Zachęcały do wstąpienia do różnych klubów. Przez głowę Violet przeleciała myśl, że to nawet niezły pomysł. Nagle zwróciła uwagę, na ucznia, który zawzięcie mówił coś do megafonu. Stał na podium. Miał długie, brązowe włosy upięte w kok. Był ubrany w koszulę w czerwoną kratę.
- Zapraszam wszystkich nowych uczniów bliżej! - zachęcił. Violet zbliżyła się do podium - Mam na imię Jared, jestem na drugi roku... i przydała mi radosna funkcja, jaką jest oprowadzenie nowych uczniów po kampusie.
Violet zauważyła, że coraz więcej uczniów podążała w stronę chłopaka. Stojąca na przodzie płeć żeńska najwyraźniej była pod wrażeniem urody oprowadzającego. Najbardziej zauważalna była niska blondynka, która z entuzjazmem wpatrywała się w Jareda.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie! Cieszymy się, że postanowiliście uczyć się w Centrum Palentir! Na początku przejdźmy do regulaminu...
- Uwaga, to będzie długie - Violet usłyszała głos w swoim kierunku, odwróciła się w kierunku nadawcy. Miał niezwykły akcent. Okazał się nim być właściciel niebieskich oczu. Był blondynem. Mimo, że Violet nie nosiła żadnych obcasów, ledwo wystawał jej zza głowę. Był słodki.... wyglądał słodko. - Jared jest w swoim żywiole
Violet zachichotała.
- Zauważyłam - odpowiedziała uśmiechając się.
- Jeszcze nie - chłopak pokręcił głową - Widzisz tę rękę? Za chwilę zacznie się trząść - wskazana przez niego dłoń jak na zawołanie zaczęła dziwnie się ruszać.
- Trzęsienie jest dziwną reakcją, jak na coś co lubi - zauważyła.
- To z podekscytowania - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Jestem Sam - wyciągnął rękę w jej kierunku.
- Violet - uścisnęła jego miękką i ciepłą dłoń.
- Jesteś w pierwszej klasie?
- Właściwie to w drugiej - powiedziała. Twarz chłopaka nagle pobladła.
- Dlaczego tutaj jesteś? - zapytał.
- A gdzie powinnam być? - spytała zdziwiona.
- Strażnik ci nie powiedział?
- O czym?
- Głupi śmierdziel - powiedział pod nosem, a potem zwrócił się do dziewczyny - Nowi studenci drugiego roku muszą zgłosić się do jednego z organizatorów, aby wypełnić zaległe papiery... - wyjaśnił.
- Gdzie znajdę jednego z nich?
- Chodź, zaprowadzę cię. Jeden z moich kumpli jest organizatorem. - bez pytania ponownie chwycił jej dłoń. Violet nawet nie protestowała. Trzymanie ręki Sama było bardzo miłą czynnością. Zaczął przepychać się przez nowo powstały tłum nie wypuszczają jej dłoni. Co chwilę spoglądał w kierunku Violet, jakby chciałby się upewnić, że jej nie zgubił.
Dziewczyna w tym czasie zastanawiała się jak może wyglądać kumpel Sama. Wydawało jej się, że taka osoba musiała być równie miła jak on. Jej marzenia legły w gruzach, kiedy zobaczyła osobę, do której machał blondyn. Głupi. Woodstone. Nie mogła zrozumieć jak ktoś taki jak Sam może przyjaźnić się z Kevinem. Gdy chłopak ją ujrzał sam pobladł i powitał ją zimnym skinieniem głowy.
- Hej - przywitał się z nim Sam, kiedy do niego dotarli - To jest Violet.
- Znam ją - odwarknął nieprzyjemnie. To jeszcze bardziej utwierdzało ją w przekonaniu, że blondyn nie mógł się z nim zakumplować.
- To dużo ułatwia - Sam położył ręce na biodrach - Nie powiedział jej, że ma przyjść po arkusz.
- Wkurzający dziad - skomentował zachowanie strażnika. Violet nie rozumiała skąd brała się wszechobecna nienawiść do niego. - Arkusze są w budynku B, przyniesiesz?
Blondyn pokiwał głową i skierował się do jednej z pobliskiej budowli. Między Violet a Kevinem panowała nieprzyjemna cisza.
- Jesteś - przerwała ją w końcu blondynka.
- Chcę tylko przypomnieć, że ja byłem tu pierwszy - skomentował.
- Nie jesteś zdziwiony, że się tutaj dostałam? - ciekawość wzięła górę. Przez całą drogę do Centrum myślała o minie, którą zobaczy na twarzy Kevina, kiedy zobaczy ją wśród nowo przybyłych uczniów. Ku jej zdziwieniu nie zauważyła ani grama zdziwienia. Jego znudzona twarz była jak zawsze irytująca i intrygująca.
- Dysponuję czymś takim jak lista nowych uczniów przyjętych na semestr - warknął w odpowiedzi - Choć nie powiem, byłem podziwieniem, że się dostałaś. Najwyraźniej nie jesteś, aż tak głupia jak myślałem.
Violet uśmiechnęła się kwaśno. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła wyłaniającego się z budynku Sama.
- Mam - powiedział i podał blondynce arkusz. Violet wzięła do ręki długopis i zaczęła wypełniać arkusz. Pytania dotyczyła personalnych rzeczy typu imiona rodziców czy grupa krwi. Odpowiedziała na nie bez problemu.
- Już - powiedziała, kiedy skończyła. Oddała dokument Kevinowi. Ten niechętnie wziął od niej papier i schował do jednej z teczek, która stała na biurku obok. Potem zaczął dłubać w kuwecie pełnej różnych kartek papieru.
- Masz - podał jej arkusz - Twoje rozmieszczenia - Violet spojrzała na kartkę. Znajdował się na niej szczegółowy plan lekcji, numer pokoju oraz klasa, do której ma uczęszczać.
- Ha! Jesteśmy w jednej klasie - powiedział Sam nieukrywaną radością. Blondynka popatrzyła w jego kierunku. To bez wątpienia dobra wiadomość. - Mamy fajnego wykładowce, a ja, Kevin i reszta...
- Kevin?
- Tak, on też jest w naszej klasie - odpowiedział Sam. Violet przegryzła wargę. Więc to nie jest taka dobra wiadomość. Oczy Kevina również wyrażały niechęć do dzielenia z blondynką tlenem w jednej sali lekcyjnej.
- Super - rzekła, trochę ironicznie, spoglądając ukradkiem na Woodstona.
Spędziła jeszcze chwilę stojąc przy stoisku. Rozmawiała z Samem. Spędzanie z nim czasu było przyjemnym doświadczeniem. Dowiedziała się, że chodzi do Centrum od początku pierwszej klasy i pochodzi z Francji, jednak od 10 roku życia mieszkał w Londynie. Miał siostrę bliźniaczkę - Mathilde, która podobnie jak on, uczęszczała do Palentir. To ona była blondynką wpatrującą się w Jareda.
Kiedy Violet miała odejść usłyszała zdanie wypowiedziane w stronę Kevina.
- Patrz, Lou idzie - rzekł Sam. Kevin momentalnie rzucił papiery, które trzymał w ręce.
- Że teraz? - zadał, jedno z najgłupszych pytań, jakie Violet kiedykolwiek usłyszała.
- No a kiedy? - blondyn wywrócił oczami.
Blondynka mimowolnie spojrzała na dziewczynę, którą nazywali Lou. Okazała się być hinduską o długich czarnych włosach. Była ubrana w dziwne, podarte spodnie i fioletową bluzę, którą nosiła pomimo upału. W ręce trzymała etui na skrzypce. Drugą uparcie klikała coś na telefonie. Według standardów Violet - nie była ładna. Nawet według tabeli Kevina, którą chłopak podał jej dwa lata temu chcą udowodnić, że jest brzydka, nie wpisywała się poniżej kogoś przeciętnego. Co takiego widział w niej Kevin? Bo bez wątpienia był nią zauroczony.
- Cześć Lou! - krzyknął Woodstone. Hinduska pomachała mu i wróciła do grania w paltformówkę na telefonie. Kiedy ją wyłączyła, Violet zobaczyła, na jej telefonie tapetę z anime. Naprawdę? Czemu on w ogóle zwracał na nią uwagę w ten sposób.Blondynka uśmiechnęła się pod nosem. Kto by pomyślał, że jedyną rzeczą, jakiej nie ma Kevin, będzie gust?
Violet spojrzała na kartkę, którą otrzymała. Budynek A, pokój 212. Postanowiła poszukać swojego akademika.
********************
Jej oczom ukazał się przestronny pokoik. Stały w nim dwa łóżka oraz taka sama ilość szaf, etażerek, półek i biurek. Wszystko było estetyczne zachowane w jasnych kolorach.
I była też ona. Jej nowa współlokatorka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz